Connect with us

Hodowca i Jeździec

Zło pry­wa­ty­za­cji - w odpo­wie­dzi na wywiad Anny Stojanowskiej z Markiem Trelą i Jerzym Białobokiem

Hodowla

Zło pry­wa­ty­za­cji - w odpo­wie­dzi na wywiad Anny Stojanowskiej z Markiem Trelą i Jerzym Białobokiem

W wio­sen­nym nume­rze HiJ uka­zał się wywiad Anny Stojanowskiej z Markiem Trelą i Jerzym Białobokiem, w wypo­wie­dziach któ­rych peł­no jest subiek­tyw­nych ocen, nie­ści­sło­ści i prze­kła­mań, wyma­ga­ją­cych spro­sto­wa­nia, tym bar­dziej, że wie­le osób, któ­re mogły­by czuć się dotknię­te już nie żyje.

Pamięć ludz­ka jest krót­ka, a nie­wdzięcz­ność nie ma gra­nic” - Zygmunt Nowakowski (1891-1963)

W Dziale Eksportu Koni Państwowej fir­my Animex nikt nie pra­co­wał z „odgór­ne­go naka­zu”. Naszą moty­wa­cją był podziw dla suk­ce­sów pol­skiej hodow­li, głów­nie repre­zen­to­wa­nej przez pań­stwo­we stad­ni­ny i sta­da ogie­rów, a tak­że chęć słu­że­nia tej hodow­li wła­snym wykształ­ce­niem i pra­cą. To zespół pod kie­run­kiem Macieja Majchrzaka stwo­rzył w latach sie­dem­dzie­sią­tych naj­więk­szy w Europie, i pew­nie na świe­cie, sys­tem aukcyj­ny, w ramach któ­re­go orga­ni­zo­wa­li­śmy kil­ka­na­ście aukcji w cią­gu roku. Prowadziłem więk­szość tych aukcji. Warto przy­po­mnieć nazwi­ska, bo pra­ca takich ludzi jak Stanisław Maleszewski, Kazimierz Polak, Idalia Deskur, Halina Bortnowska, Jerzy Milczarek nie może być kwi­to­wa­na pogar­dli­wym stwier­dze­niem, że pra­co­wa­li „z odgór­ne­go naka­zu”. Ja w tym zespo­le zaj­mo­wa­łem się budo­wa­niem ryn­ku i aukcji koni arab­skich od roku 1972 do 1991, póź­niej w latach 1996-2000 w ramach fir­my Polish Prestige. W sumie pra­wie ćwierć wie­ku. W tym cza­sie aukcja w Janowie od małej pro­win­cjo­nal­nej impre­zy osią­gnę­ła, pod nazwą Polish Prestige Janów Sale, sta­tus naj­więk­szej i naj­waż­niej­szej aukcji dla koni arab­skich na świe­cie.

Źródła suk­ce­su

Niewątpliwy suk­ces pol­skiej hodow­li koni czy­stej krwi wyra­ża się zazwy­czaj w milio­nach dola­rów, tytu­łach czem­pio­nów, nie­zli­czo­nych wypo­wie­dziach publi­cy­stów, hodow­ców, pasjo­na­tów. Nigdy jed­nak nie spo­tka­łem się z żad­ną ana­li­zą, skąd ten suk­ces się wziął, suk­ces któ­ry powi­nien być wzo­rem do powtó­rze­nia w hodow­li koni innych ras. Refleksji takiej nie znaj­du­je­my też w wypo­wie­dziach Treli i Białoboka, według któ­rych kup­cy sami „zaczę­li przy­jeż­dżać do Polski”, a ceny jak­by same „poszy­bo­wa­ły w górę”.

Warto pamię­tać, że źró­dła suk­ce­su były dwa, rów­no­waż­ne, oba opar­te o pro­fe­sjo­na­lizm:

  1. pań­stwo­wy sys­tem hodow­la­ny, i
  2. odpo­wied­ni pro­gram mar­ke­tin­go­wy.

Państwowy sys­tem hodow­la­ny

System ten zbu­do­wa­ny został po woj­nie przez wybit­nych hodow­ców, któ­rzy zor­ga­ni­zo­wa­li repa­tria­cję roz­pro­szo­nych przez woj­nę koni, utwo­rzy­li pań­stwo­we stad­ni­ny, pań­stwo­we sta­da ogie­rów, pań­stwo­we tory wyści­gów kon­nych. Podkreślam sło­wo „pań­stwo­wy”, gdyż tyl­ko w opar­ciu o Państwo moż­na było zbu­do­wać spój­ny, logicz­ny sys­tem hodow­la­ny, któ­ry budził zazdrość zagra­nicz­nych klien­tów Animeksu.

Hodowla koni czy­stej krwi w Janowie, Michałowie, Kurozwękach i Białce była czę­ścią tego sys­te­mu i pod­le­ga­ła czy­tel­nym ogól­nym, zasa­dom:

  • war­tość hodow­li opie­ra się na sil­nych rodzi­nach żeń­skich,
  • w roz­ro­dzie i cho­wie sto­su­je się tra­dy­cyj­ne meto­dy,
  • pró­ba wyści­go­wa jest obli­ga­to­ryj­na dla koni włą­cza­nych do sta­da zaro­do­we­go,
  • nowe prą­dy krwi wpro­wa­dza się ostroż­nie, aby nie utra­cić „pol­sko­ści” rodo­wo­du,
  • nowe ogie­ry testo­wa­ne są na dużych popu­la­cjach kla­czy,
  • uni­ka się inbre­du.

Istotnie, jak zauwa­ża Marek Trela, te zasa­dy były „nie­pi­sa­ne”, i wła­śnie dla­te­go, przy cał­ko­wi­tym bra­ku nad­zo­ru ze stro­ny ANR uda­ło się Treli i Białobokowi wszyst­kie te zasa­dy porzu­cić, o czym będzie mowa dalej.

Pomimo, że hodow­la pro­wa­dzo­na była przez wybit­ne indy­wi­du­al­no­ści: Andrzeja Krzyształowicza, Ignacego Jaworowskigo, Andrzeja i Władysława Guziuków, Teresę Dobrowolską nie uni­ka­li oni wspól­nych narad, dys­ku­sji, nawet spo­rów pod­czas cyklicz­nych prze­glą­dów stad­nin, w któ­rych uczest­ni­czy­li też Adam Sosnowski i Roman Pankiewicz. Zasługi tych dwóch ostat­nich hodow­ców nie­słusz­nie ule­gły zapo­mnie­niu przy nad­mier­nym eks­po­no­wa­niu roli Izy Zawadzkiej. Wspólnie oce­nia­no postę­py hodow­la­ne, roz­dzie­la­no ogie­ry, wybie­ra­no konie na aukcję. To współ­dzia­ła­nie pro­wa­dzi­ło do obiek­ty­wi­za­cji ocen, a tak­że pozwa­la­ło uni­kać błę­dów. Istniała wte­dy pol­ska myśl hodow­la­na, któ­ra mogła impo­no­wać świa­tu.

Państwowy sys­tem hodow­la­ny, jak­kol­wiek w pierw­szym okre­sie nasta­wio­ny głów­nie na popra­wę pogło­wia koni dla rol­nic­twa, był rów­nież źró­dłem wie­lu suk­ce­sów spor­to­wych, wyści­go­wych i eks­por­to­wych. W latach sie­dem­dzie­sią­tych, jako pra­cow­nik Animeksu, z satys­fak­cją obwo­zi­łem klien­tów po pań­stwo­wych sta­dach i stad­ni­nach, któ­re impo­no­wa­ły swo­im zor­ga­ni­zo­wa­niem, jako­ścią pra­cy, a przede wszyst­kim jako­ścią koni. Ta jakość była wyni­kiem pra­cy zna­ko­mi­tych hodow­ców i dyrek­to­rów pań­stwo­wych ośrod­ków. O stad­ni­nach arab­skich już wspo­mi­na­łem. Warto przy­po­mnieć choć­by kil­ka nazwisk osób, któ­re przy­czy­ni­ły się do roz­wo­ju hodow­li innych ras: Jacek Pacyński (Liski), Jerzy Jaworski (Kozienice), Henryk Helak (Iwno), Czesław Matławski (Gniezno), Antoni Tomaszewski (Łąck), Andrzej Osadziński (Bogusławice). To tyl­ko przy­kła­dy. Nie spo­sób tutaj wymie­nić wszyst­kich hodow­ców zasłu­żo­nych dla pol­skiej hodow­li i spor­tu.

Marketing

Drugim, moc­no nie­do­ce­nia­nym, źró­dłem świa­to­we­go suk­ce­su pol­skich koni arab­skich był odpo­wied­ni pro­gram mar­ke­tin­go­wy. Byłem jego głów­nym auto­rem, cho­ciaż ze stron inter­ne­to­wych stad­nin skrzęt­nie usu­nię­to moje nazwi­sko, nie ist­nie­ję też w wypo­wie­dziach Treli i Białoboka. Moja pra­ca, pole­ga­ją­ca na kre­owa­niu ryn­ku, od 1989 roku speł­nia­ła jesz­cze jed­no, może waż­niej­sze zada­nie – blo­ko­wa­nia pry­wa­ty­za­cyj­nych pla­nów AWRSP/ANR wobec stad­nin pań­stwo­wych. Jest cał­ko­wi­tą nie­praw­dą, ze nie „inte­re­so­wa­li­śmy się ryn­kiem”, „nie jeź­dzi­li­śmy na poka­zy”. Zarówno w Animeksie, jak też w Polish Prestige, wszyst­kie przy­jaz­dy klien­tów były wyni­kiem spo­tkań, roz­mów na naj­waż­niej­szych świa­to­wych poka­zach oraz na kon­gre­sach WAHO.

Początki aukcji

Są takie dobre, że same się sprze­da­ją” – mawia­li hodow­cy o swo­ich koniach. Nic bar­dziej myl­ne­go. W latach sie­dem­dzie­sią­tych za żela­zną kur­ty­nę wybie­ra­ło się nie­wie­lu klien­tów, oni decy­do­wa­li o cenach, i o tym co chcą kupić. Pierwsza aukcja w Janowie, w któ­rej uczest­ni­czy­łem w 1972 r., zakoń­czy­ła się bla­ma­żem. Z rin­gu, jako nie­sprze­da­ne, zeszły wszyst­kie konie. Po obni­że­niu cen o poło­wę w dogryw­ce zale­d­wie kil­ka koni zna­la­zło nabyw­ców.

Klienci, bar­dzo zasłu­żo­ne i zna­ne oso­bi­sto­ści, przy­zwy­cza­je­ni byli do kupo­wa­nia bez kon­ku­ren­cji, bez­po­śred­nio ze stad­nin. Byli to Patrycja i Sonia Lindsay (Holmes Farms) z Wielkiej Brytanii, Amerykanie: Leon Rubin (Sir Wiliam Farm), Mike Nichols (Nichols Arabians), dr Eugene La Croix (Lasma Arabians), Holger i Almuth Ismerowie z Niemiec. Byli oni pio­nie­ra­mi i to dzię­ki nim pierw­sze po woj­nie pol­skie ara­by tra­fi­ły na świa­to­we ryn­ki.

Wiedzę o spe­cy­fi­ce świa­to­we­go ryn­ku koni arab­skich zdo­by­łem dzię­ki dwu­mie­sięcz­nej prak­ty­ce han­dlo­wej w USA w 1974 r., i póź­niej­szym wie­lo­krot­nym wyjaz­dom, finan­so­wa­nym przez pań­stwo­wą cen­tra­lę han­dlu zagra­nicz­ne­go Animex. Można więc powie­dzieć, że środ­ki na roz­wój pro­gra­mu mar­ke­tin­go­we­go dla pań­stwo­we­go sys­te­mu hodow­li koni zapew­nia­ło Państwo. Nie wiem jakiej to „filo­zo­fii pra­cy”, wynie­sio­nej jako­by z Animexu, mie­li­by­śmy się wsty­dzić, ja czy moi kole­dzy z Polish Prestige, z któ­rych Radosław Wiszniowski, Marek Bojarski, Rafał Przedpełski wywo­dzi­li się bez­po­śred­nio ze śro­do­wi­ska jeź­dziec­ko-hodow­la­ne­go.

Throat cut­ting busi­ness”

Rynek koni arab­skich to naj­trud­niej­szy seg­ment ryn­ku koń­skie­go. Każdy nowo pozy­ska­ny nabyw­ca dość szyb­ko sam sta­je się hodow­cą, zmu­szo­nym poszu­ki­wać nabyw­ców na swo­je konie. O war­to­ści koni nie decy­du­ją żad­ne obiek­tyw­ne kry­te­ria. Ceny koni arab­skich są kre­owa­ne przez rekla­mę i wyni­ki w poka­zach, któ­re z kolei kre­owa­ne są przez sędziów, tre­ne­rów i pre­zen­te­rów. Na ryn­ku tym nie rzą­dzą hodow­cy, lecz wła­śnie ta nie­wiel­ka gru­pa mię­dzy­na­ro­do­wych pośred­ni­ków zwią­za­na z „prze­my­słem poka­zo­wym”. Jak sta­do pira­nii rzu­ca­ją się oni na każ­dą spo­sob­ność zaro­bie­nia pie­nię­dzy. Cały czas poszu­ku­ją nowych ryn­ków, zdo­by­wa­ją nowych klien­tów. Można z nimi współ­pra­co­wać za cenę wyso­kich pro­wi­zji, albo robić to co oni. Państwowy sys­tem w latach sie­dem­dzie­sią­tych nie prze­wi­dy­wał pła­ce­nia pro­wi­zji, więc jako pra­cow­nik Animeksu zmu­szo­ny byłem pod­jąć kon­ku­ren­cję na ryn­ku, któ­ry sami Amerykanie okre­śla­li jako „thro­at cut­ting busi­ness” – biz­nes pod­rzy­na­nia gar­deł, czy­li biz­nes bez­li­to­snej kon­ku­ren­cji.

Marka Purebred Polish

Na poka­zach i aukcjach ame­ry­kań­skich w latach sie­dem­dzie­sią­tych domi­no­wa­ły konie z pocho­dze­niem egip­skim. Lansowane były jako „stra­ight egyp­tian”, w domy­śle się­ga­ją­ce rodo­wo­do­wo do ory­gi­nal­nych impor­tów z pusty­ni. Gdy oka­za­ło się, że pierw­sze impor­ty Mike Nicholsa czy dr La Croix wygry­wa­ją poka­zy znacz­nie lep­szym ruchem (np. Bask, Elkin, Elkana), kon­ku­ren­cja zarzu­ci­ła pol­skiej hodow­li „brak czy­sto­ści”, poka­zu­jąc, że nie­któ­re nasze linie żeń­skie nie roz­po­czy­na­ją się od ory­gi­nal­nych impor­tów. Toczyła się wte­dy bata­lia na forum WAHO (World Arabian Horse Organization) o uzna­nie pol­skiej księ­gi stad­nej (PASB). Stronnictwo „Straight Egyptian” za wszel­ką cenę pró­bo­wa­ło zablo­ko­wać uzna­nie pol­skiej księ­gi, kolej­ne zaś dele­ga­cje pol­skie, finan­so­wa­ne przez Animex, lob­bo­wa­ły za uzna­niem PASB prze­ko­nu­jąc, że ze wzglę­du na dra­ma­tycz­ną pol­ską histo­rię nie zacho­wa­ła się peł­na doku­men­ta­cja.

Zmaganie trwa­ły kil­ka lat. Ze stro­ny pol­skiej w kon­gre­sach WAHO uczest­ni­czy­li naj­pierw Andrzej Krzyształowicz, Iza Zawadzka i Jerzy Milczarek z Animeksu, póź­niej dołą­czy­li Krystyna Karaszewska, repre­zen­tu­ją­ca PASB i Marek Grzybowski. Ostatecznie, po kon­tro­l­nej wizy­cie w Polsce, WAHO uzna­ło pol­ską księ­gę, a kwe­stię „czy­sto­ści” Jay Stream, pre­zes WAHO, zakoń­czył salo­mo­no­wym wyro­kiem „każ­dy koń wywo­dzą­cy się z ksiąg uzna­nych przez WAHO jest „pure bred””.

Niemałą rolę w tym pro­ce­sie ode­grał lob­bing zaprzy­jaź­nio­nych ame­ry­kań­skich hodow­ców, któ­rzy zaczę­li pol­ski­mi koń­mi odno­sić zna­czą­ce suk­ce­sy w poka­zach. Mike Nichols, zna­ny reży­ser fir­mo­wy, już w roku 1973 zdo­był dwa naj­waż­niej­sze tytu­ły US National Champion, impor­to­wa­ny­mi z Polski: ogie­rem Elkin i kla­czą Elkana. To hodow­cy ame­ry­kań­scy, jako wyznacz­nik nowej jako­ści, pierw­si uży­li okre­śle­nia „pure Polish”. Ja wyko­rzy­sta­łem to jako mar­kę ryn­ko­wą, któ­ra mia­ła koja­rzyć się z uzna­ną przez WAHO czy­sto­ścią pol­skich rodo­wo­dów, wybit­ną jako­ścią potwier­dza­ną suk­ce­sa­mi w poka­zach, oraz pocho­dze­niem z pol­skiej hodow­li pań­stwo­wej.

Horses of the State Stud

Pochodzenie z sys­te­mu pol­skiej hodow­li pań­stwo­wej wybra­łem jako kolej­ny wyznacz­nik jako­ści w pro­mo­cji pol­skich koni. We współ­cze­snym żar­go­nie mar­ke­tin­go­wym nazy­wa się to USP (Unique Selling Proposition). W roz­mo­wach z poten­cjal­ny­mi klien­ta­mi udo­wad­nia­łem, że „pań­stwo­we stad­ni­ny” (Polska) mają prze­wa­gę nad „stad­ni­na­mi pry­wat­nym” (resz­ta świa­ta) bo:

  • pro­gram hodow­la­ny, gwa­ran­to­wa­ny i finan­so­wa­ny przez Państwo, jest wie­lo­let­ni i trwa­ły,
  • pro­ces selek­cji jest obiek­tyw­ny, wypra­co­wy­wa­ny przez zbio­ro­wą mądrość hodow­ców pod­czas cyklicz­nych prze­glą­dów pań­stwo­wych stad­nin,
  • nowe ogie­ry testo­wa­ne są na dużych popu­la­cjach kla­czy a póź­niej powta­rza­ne są tyl­ko uda­ne połą­cze­nia,
  • zdro­wie i cha­rak­ter koni pod­le­ga­ją testo­wa­niu w obo­wiąz­ko­wej pró­bie wyści­go­wej,
  • hodo­wa­nie koni to sta­ro­daw­na pol­ska sztu­ka opar­ta o tra­dy­cyj­ne, spraw­dzo­ne meto­dy natu­ral­ne i kon­ty­nu­owa­nie wszyst­kich linii wywo­dzą­cych się z pusty­ni.

Kreowanie ryn­ku

Powyższe tezy, dzię­ki finan­so­wa­niu wyjaz­dów zagra­nicz­nych przez Animex, mogły być upo­wszech­nia­ne przez samych hodow­ców. Organizowałem te wyjaz­dy we współ­pra­cy z Działem Reklamy Animeksu, tłu­ma­czy­łem na j. angiel­ski pre­lek­cje Andrzeja Krzyształowicza i Ignacego Jaworowskiego, odby­wa­ją­ce się w zaprzy­jaź­nio­nych stad­ni­nach ame­ry­kań­skich oraz pod­czas spo­tkań na dużych poka­zach w Scottsdale (Arizona), Louisville (Kentucky) i Albuquerque (New Mexico).

Wyjazdy i spo­tka­nia słu­ży­ły posze­rza­niu kon­tak­tów i w kon­se­kwen­cji owo­co­wa­ły przy­jaz­da­mi na janow­skie aukcje coraz to nowych klien­tów. W 1976 r. przy popar­ciu Adama Sosnowskiego, uda­ło mi się prze­ko­nać hodow­ców do skon­cen­tro­wa­niu całej poda­ży koni na jed­nej aukcji. W tym samym roku opra­co­wa­łem pierw­szy kon­trakt dzier­ża­wy, wyni­ku któ­re­go El Paso, wysła­ny do Lasma Arabians, zdo­był tytuł Czempiona Ogierów USA, a jego cór­ka Wizja Czempionki Klaczy. W roku następ­nym Banat, dzier­ża­wio­ny przez Patrycję Lindsay, został Czempionem Wielkiej Brytanii.

Polskie ara­by zyski­wa­ły mię­dzy­na­ro­do­wą sła­wę. Niebagatelna rolę ode­gra­ły w tym przy­ja­ciel­skie kon­tak­ty z ame­ry­kań­ski­mi media­mi. Zenek i Jola Lipowiczowie, miesz­ka­ją­cy w Scottsdale byli zna­ko­mi­ty­mi amba­sa­do­ra­mi pol­skiej hodow­li. Dzięki nim uda­ło mi się zaprzy­jaź­nić z Natem Gorham’em, wła­ści­cie­lem i wydaw­cą Arabian Horse World i z jego dzien­ni­kar­ką Marshą Parkinson, a tak­że z Dixie Ryan, wydaw­cą Arabian Horse Times i Arabian Horse Journal. Przyjazdy dzien­ni­ka­rzy do Polski finan­so­wa­ło Biuro Reklamy Animeksu, dzię­ki oso­bi­ste­mu zaan­ga­żo­wa­niu dyrek­to­ra Jerzego Milewskiego. Przyjazdy te owo­co­wa­ły corocz­ny­mi entu­zja­stycz­ny­mi rela­cja­mi, któ­re nie tyl­ko wzmac­nia­ły nasze tezy o zale­tach pol­skiej hodow­li w pań­stwo­wych stad­ni­nach, ale też pozwa­la­ły prze­zwy­cię­żyć oba­wy klien­tów zwią­za­ne z wypra­wą „za żela­zną kur­ty­nę”.

Przedstawiciele rzą­du

Fakt, że spo­ty­ka­łem się z klien­ta­mi za gra­ni­cą jako pra­cow­nik pań­stwo­wej fir­my Animex, a przy­by­li ze mną hodow­cy repre­zen­to­wa­li pań­stwo­we stad­ni­ny powo­do­wał, że trak­to­wa­no nas jako przed­sta­wi­cie­li „pol­skie­go rzą­du”. Ogromnie to pod­no­si­ło ran­gę spo­tkań. Organizując wyjazd El Paso i Wizji do USA, Banata do Anglii, póź­niej nego­cju­jąc sprze­daż El Paso, repre­zen­tu­jąc Polskę na kon­gre­sach WAHO, czy nego­cju­jąc warun­ki pro­mo­cyj­nej Polish Ovation Sale byłem, w rozu­mie­niu moich part­ne­rów wysłan­ni­kiem rzą­du. Promocyjna aukcja pol­skich koni w USA nazwa­na Polish Ovation i prze­pro­wa­dzo­na we współ­pra­cy z Lasma Arabians była pro­jek­tem wymy­ślo­nym przez Jurka Milczarka, kie­row­ni­ka Działu Koni w Animeksie. Ja nego­cjo­wa­łem z Lasmą osta­tecz­ny kształt i warun­ki aukcji oraz współ­uczest­ni­czy­łem w reali­za­cji fil­mu rekla­mo­we­go, w któ­rym poka­za­no nie tyl­ko stad­ni­ny w Janowie i Michałowie, lecz tak­że pod­nie­sio­no kon­tekst histo­rycz­ny pol­skiej hodow­li.

Ten histo­rycz­ny kon­tekst był nie­zwy­kle waż­ny, gdyż w sza­ro­bu­rym kra­ju, jakim była PRL, nie moż­na było osią­gnąć świa­to­wych cen bez poka­za­nia klien­tom, że pol­ska hodow­la wywo­dzi swój począ­tek od wiel­kich stad­nin magnac­kich, pysz­nej, barw­nej, wie­lo­kul­tu­ro­wej Rzeczypospolitej Obojga Narodów, któ­ra posia­da­ła kon­tak­ty han­dlo­we z Orientem i mogła sobie pozwo­lić na wyda­nie for­tu­ny na zakup naj­cen­niej­szych koni. Ten aspekt pro­mo­cji zna­lazł swo­je odbi­cie w aukcyj­nych kata­lo­gach, nazwa­niu aukcji Polish Prestige, opra­wie i pro­wa­dze­niu aukcji, towa­rzy­szą­cych jej poka­zów, czy w roz­wi­ja­nym póź­niej w pro­gra­mie tury­stycz­nym Gentle Poland, w któ­rym obok po-aukcyj­nych wizyt w Michałowie, Kurozwękach i Białce sta­ra­li­śmy się poka­zać nie­któ­re zabyt­ki archi­tek­tu­ry oraz ele­men­ty pol­skiej kul­tu­ry i sztu­ki. O tej pra­cy, któ­rą doce­nia­li Krzyształowicz i Jaworowski, nie chcą pamię­tać Trela, Białobok i Stojanowska, przy­pi­su­jąc innym autor­stwo więk­szo­ści moich doko­nań.

Oprawa aukcji i obsłu­ga klien­tów

Uczyłem się tego od naj­lep­szych. Już pod­czas mojej pierw­szej wizy­ty w USA w 1974 r. na zapro­sze­nie Leona Rubina i Mike Nicholsa byłem gościem ich aukcji. Później przy każ­dej wizy­cie w Scottsdale oglą­da­łem wiel­kie aukcje, włącz­nie z pamięt­ną Nichols Sale w 1976 r. gdzie Elkana, Czempionka USA, uzy­ska­ła rekor­do­wą cenę 175.000 dola­rów. Dobre wzo­ry imple­men­to­wa­łem w Polsce sta­ra­jąc się nadać aukcji pol­ski cha­rak­ter, przy zacho­wa­niu ame­ry­kań­skiej dyna­mi­ki. Od 1974 r nie tyl­ko pro­wa­dzi­łem aukcje w Janowie, a póź­niej wraz z Izą Zawadzką rów­nież naro­do­we poka­zy i poka­zy koni aukcyj­nych na tle zabyt­ko­wych budyn­ków Janowa i w opra­wie kla­sycz­nej muzy­ki.

W zapy­zia­łym PRL było wie­le trud­no­ści do poko­na­nia, któ­rych obec­nie już się nie pamię­ta. Jeśli ktoś cie­kaw to w zakład­ce „O auto­rze” na www.konsprawapolska.pl są ska­ny moich arty­ku­łów publi­ko­wa­nych w Koniu Polskim pt. „Koń a spra­wa pol­ska – moja kro­ni­ka aukcji w Janowie”.

Naczelną zasa­dą obsłu­gi klien­ta zarów­no w Animeksie, jak i w Polish Prestige było to, że opie­ku­je­my się gość­mi od zapro­sze­nia ich do Polski aż do dostar­cze­nia do ich staj­ni kupio­nych na aukcji koni. Taka kom­plek­so­wa usłu­ga zapew­nia­ła klien­tom kom­fort poby­tu oraz pew­ność trans­ak­cji, nam dawa­ła peł­ną wie­dzę o potrze­bach i upodo­ba­niach klien­tów, nawet o pozio­mie cen jakie są goto­wi zapła­cić.

Technicznym przy­go­to­wa­nie Janowa do aukcji zaj­mo­wa­li się Marek Bojarski i Radosław Wiszniowski, opie­ką nad klien­ta­mi naj­pierw Halina Bortnowska i Anna Maksymowicz, póź­niej Marcin Wyszomirski, Joanna Lewicka, Alina Sobieszak, Teresa Byczkowska. Wysyłki koni do klien­tów to była dome­na głów­nie Marcina Wyszomirskiego, któ­re­mu poma­gał Marek Bojarski.

Widmo pry­wa­ty­za­cji

W koń­ców­ce lat osiem­dzie­sią­tych w Polsce poja­wi­ło się wid­mo pry­wa­ty­za­cji. Dla moje­go pro­gra­mu lan­su­ją­ce­go pań­stwo­wą hodow­lę, pry­wa­ty­za­cja sta­no­wi­ła śmier­tel­ne zagro­że­nie. Perspektywa sprze­da­ży stad­nin arab­skich dla Krzyształowicza i Jaworowskiego ozna­cza­ła znisz­cze­nie dzie­sią­tek lat ich twór­czej pra­cy dla Polski. Nie ma o tym wie­dzy, albo nie chce pamię­tać Jerzy Białobok. Niestety roz­mo­wy z Adamem Tańskim, pre­ze­sem AWRSP, nie pozo­sta­wia­ły złu­dzeń, że pań­stwo­we stad­ni­ny arab­skie zosta­ną z pry­wa­ty­za­cji wyłą­czo­ne. Przekształcenie stad­nin w spół­ki pra­wa han­dlo­we­go zapo­wia­da­ło ich sprze­daż, pod pozo­rem nie­ren­tow­no­ści.

Spodziewana pry­wa­ty­za­cja Animeksu naka­zy­wa­ła sądzić, że fir­ma ta nie zechce dłu­żej pokry­wać kosz­tów aukcji w Janowie i finan­so­wać zwią­za­ne­go z nią pro­gra­mu mar­ke­tin­go­we­go. Moją odpo­wie­dzią, a byłem w tym cza­sie dyrek­to­rem Biura Koni, było prze­nie­sie­nie czę­ści kosz­tów orga­ni­za­cji bez­po­śred­nio na stad­ni­ny. Koszty te były dzie­lo­ne pośród bene­fi­cjen­tów aukcji w pro­por­cji do uzy­ska­nych korzy­ści. Wprowadziłem też opła­ty dla klien­tów w posta­ci kart VIP, roz­wi­ja­łem spon­so­ring, któ­ry stał się moż­li­wy, gdyż aukcję i pro­gram towa­rzy­szą­cy moż­na było poka­zać spon­so­rom, jako jed­ną, atrak­cyj­ną medial­nie impre­zę pod nazwą Polish Arabian Summer Festival.

Nigdy nie godzi­łem się z filo­zo­fią pry­wa­ty­za­cji, w wyni­ku któ­rej likwi­do­wa­no w Polsce naj­więk­sze zakła­dy prze­my­sło­we, czę­sto tyl­ko po to, aby oddać ryn­ki zby­tu w obce ręce. Tak wła­śnie sta­ło się w przy­pad­ku Animeksu, dla­te­go, pomi­mo tego że po 19 latach pra­cy osią­gną­łem pozy­cję dyrek­to­ra, odsze­dłem wraz z gru­pą kole­gów zakła­da­jąc spół­kę Polish Prestige.

Aukcja w Janowie po naszym odej­ściu z Animeksu z roku na rok tra­ci­ła swe zna­cze­nie. Gdy obro­ty w 1995 r spa­dły do poło­wy hodow­cy zde­cy­do­wa­li „prze­siąść się na tra­twę ratun­ko­wą”, jak fir­mę Polish Prestige nazy­wał Ignacy Jaworowski. Negocjacje odby­wa­ły się wbrew sta­no­wi­sku ANR, któ­ra widzia­ła we mnie głów­ne­go opo­nen­ta wobec swo­ich dzia­łań pry­wa­ty­za­cyj­nych. Wiele wte­dy pisa­łem i czę­sto wystę­po­wa­łem w mediach w obro­nie pań­stwo­wych stad­nin i stad.

Ze stro­ny stad­nin poro­zu­mie­nie z Polish Prestige pod­pi­sa­li Ignacy Jaworowski, Michał Maciejewski (Andrzej Krzyształowicz był już na eme­ry­tu­rze), Andrzej Guziuk i Władysław Guziuk. Z naszej stro­ny ja i Radosław Wiszniowski. Było to przej­rzy­ste, spi­sa­ne na jed­nej stro­nie papie­ru poro­zu­mie­nie pomię­dzy part­ne­ra­mi, któ­rzy zna­li się od daw­na i mie­li do sie­bie peł­ne zaufa­nie. W zamian za 11% pro­wi­zji fir­ma Polish Prestige była odpo­wie­dzial­na za przy­go­to­wa­nie i prze­pro­wa­dze­nie aukcji, roz­li­cze­nie trans­ak­cji i dostar­cze­nie koni do nabyw­ców. Koszty aukcji mia­ły być roz­li­cza­ne po aukcji pomię­dzy bene­fi­cjen­tów sprze­da­ży, w pro­por­cji do przy­cho­dów uzy­ska­nych z aukcji.

Nie jest praw­dą, jak twier­dzą Trela i Bialobok, aby pro­wi­zja Animeksu, czy Polish Prestige kie­dy­kol­wiek prze­kro­czy­ła 11%. W rze­czy­wi­sto­ści udział Polish Prestige w kosz­tach był więk­szy niż 11%, gdyż pod­sta­wą akwi­zy­cji klien­tów były moje wyjaz­dy na poka­zy w USA, Europie, czy kon­gre­sy WAHO, finan­so­wa­ne w cało­ści przez naszą spół­kę.

Porozumienie pod­pi­sa­li­śmy na 5 lat. Pierwszy rok 1996 był naj­trud­niej­szy, gdyż w spół­ce nie mie­li­śmy dość kapi­ta­łu, aby wyło­żyć kosz­ty aukcji, a ponad­to zosta­ło nam tyl­ko 4 mie­sią­ce na jej orga­ni­za­cję. Dzięki uprzej­mo­ści naszych przy­ja­ciół z USA, wydaw­ców i wła­ści­cie­li Arabian Horse World i Arabian Horse Times mogli­śmy szyb­ko umie­ścić rekla­my, wydru­ko­wać i roze­słać kata­log prze­kła­da­jąc płat­no­ści na po aukcji. Raymond Mazzei i Tomek Skotnicki pomo­gli zmo­bi­li­zo­wać klien­tów. Przydały się też moje oso­bi­ste kon­tak­ty mię­dzy­na­ro­do­we. Aukcja musia­ła odbyć się pod gołym nie­bem, gdyż nie mie­li­śmy środ­ków na wyna­ję­cie namio­tu cyr­ko­we­go. Wynik aukcji 1996 był dwu­krot­nie wyż­szy w porów­na­niu do aukcji Animeksu roku 1995.

Prywatyzacyjna dzia­łal­ność ANR nie usta­wa­ła. Wcześniej prze­kształ­co­no pań­stwo­we stad­ni­ny i sta­da w spół­ki pra­wa han­dlo­we­go przy bier­no­ści śro­do­wi­ska hodow­la­ne­go. Stanowisko pre­ze­sów - hodow­ców w tej spra­wie było mięk­kie i nie dzi­wi­łem się temu - ANR była ich pra­co­daw­cą. Mało kto zary­zy­ko­wał­by utra­tę stoł­ka w imię dobra publicz­ne­go. Prywatyzacji Janowa i Michałowa sprze­ci­wia­li się jedy­nie Andrzej Krzyształowicz i Ignacy Jaworowski.

Sukces aukcji 1996 upew­nił nas w prze­ko­na­niu, że dro­gą rato­wa­nia stad­nin arab­skich przed pry­wa­ty­za­cją jest roz­wój aukcji, mobi­li­za­cja opi­nii publicz­nej, anga­żo­wa­nie mediów, a tak­że zabie­ga­nie o popar­cie poli­tycz­ne. Dobrym przy­kła­dem dla nas był suk­ces Norberta Zalisa, dyrek­to­ra stad­ni­ny w Kladrubach. Norbertowi uda­ło się prze­ko­nać wła­dze Republiki Czeskiej, że Kladruby są dobrem naro­do­wym, co zapo­bie­gło pry­wa­ty­za­cji. Odwiedziliśmy Norberta w w Kladrubach w 1997 roku, aby dowie­dzieć się jak doko­nał tego, co w Polsce wyda­wa­ło się nie­moż­li­we. Norbert pomógł nam jak mógł. Przywiózł na Polish Arabian Summer Festival 1998 swój naj­lep­szy zaprzęg sze­ściu kla­drub­skich ogie­rów. Była to ozdo­ba poka­zu i aukcji, dzię­ki któ­rej w sty­lo­wym powo­zie mogli­śmy obwieźć Paulo Biłyka z rodzi­ną, Polaka z Brazylii, któ­ry zaku­pił naj­droż­sze­go konia. Była to oka­zja aby opo­wia­dać pol­skiej publicz­no­ści, mediom i poli­ty­kom o cze­skiej pań­stwo­wej stad­ni­nie w Kladrubach, któ­ra ze wzglę­du na histo­rycz­ny cha­rak­ter nie zosta­ła spry­wa­ty­zo­wa­na.

Polish Arabian Summer Festival

Polish Arabian Summer Festival, prze­mia­no­wa­ny przez Polturf na „Dni Konia Arabskiego” był moim autor­skim pomy­słem stwo­rze­nia naj­waż­niej­szej na świe­cie impre­zy dla koni arab­skich, zło­żo­nej z sze­re­gu wyda­rzeń, w tym naj­więk­szej na świe­cie aukcji, poka­zu naro­do­we­go, mię­dzy­na­ro­do­we­go dnia wyści­go­we­go, otwar­tych dni w stad­ni­nach, ale tak­że pro­gra­mów tury­stycz­nych umoż­li­wia­ją­cych zetknię­cie klien­tów z pol­ską histo­rią, bogac­twem i róż­no­rod­no­ścią pol­skiej kul­tu­ry.

Festiwal miał też na celu pozy­ski­wa­nie spon­so­rów, co uła­twia­ło pokry­cie kosz­tów aukcji. Najważniejszą jed­nak funk­cją Festiwalu było uświa­da­mia­nie opi­nii publicz­nej, mediów i poli­ty­ków, że pań­stwo­we stad­ni­ny są dobrem naro­do­wym, któ­re doce­nia cały świat. Takie tre­ści były komu­ni­ko­wa­ne mediom i publicz­no­ści poprzez wydaw­nic­twa festi­wa­lo­we: kata­log poka­zu, któ­re­mu nada­łem for­mę maga­zy­nu „Araby w Polsce” oraz „Gazetę Festiwalową”, któ­ra roz­da­wa­na była wśród publicz­no­ści. Festiwal nasz dosłow­nie przy­cią­gał wyciecz­ki z całe­go kra­ju. Chciałem aby pol­ska publicz­ność z peł­ną świa­do­mo­ścią uczest­ni­czy­ła w impre­zie dla­te­go aukcje i pokaz pro­wa­dzi­łem dwu­ję­zycz­nie.

Praca nasza przy­no­si­ła zna­ko­mi­te efek­ty. W roku 2000 uda­ło się rów­nież zrów­no­wa­żyć kosz­ty festi­wa­lu wpły­wa­mi ze spon­so­rin­gu. Festiwal zdo­był sobie publicz­ność i media. To z kolei przy­cią­ga­ło poli­ty­ków, ich obec­ność potę­go­wa­ła zain­te­re­so­wa­nie mediów, a te przy­cią­ga­ły spon­so­rów. Sponsorzy poma­ga­li w roz­wo­ju impre­zy i tak to się nakrę­ca­ło. Zabawne, że po 18 latach Trela, Białobok i Stojanowska odkry­li, jak bar­dzo byli nie­za­do­wo­le­ni z pra­cy Polish Prestige.

To na tę „sier­mięż­ną aukcję”, jak po latach oce­nia­ją Trela i Białobok, uda­ło nam się zapro­sić pre­zy­den­ta Aleksandra Kwaśniewskiego, któ­ry nie tyl­ko przy­jął patro­nat hono­ro­wy, ale też dał się prze­ko­nać, że stad­ni­ny pań­stwo­we Janów, Michałów i Białka sta­no­wią dobro naro­do­we i nie powin­ny pod­le­gać pry­wa­ty­za­cji. Prezydent w towa­rzy­stwie mał­żon­ki dwu­krot­nie był gościem aukcji Polish Prestige. Podczas dru­gie­go poby­tu w 1999 r. ogło­sił publicz­nie, że Janów, Michałów i Białka nie będą pry­wa­ty­zo­wa­ne.

Nasze suk­ce­sy nie­ste­ty nie były doce­nia­ne przez ANR, któ­ra cały czas szu­ka­ła spo­so­bu pod­wa­że­nia nasze­go poro­zu­mie­nia. Nie było to łatwe ze wzglę­du na oczy­wi­sty suk­ces aukcji. Odebrano nam jed­nak aukcję wyści­go­wą na Służewcu. Pod hasłem „wal­ki z mono­po­lem Polish Prestige” ANR lan­so­wa­ła fir­mę Polturf, zało­żo­ną przez Pawła Gocłowskiego i Barbarę Mazur. Gdy w klu­czo­wych stad­ni­nach wła­dzę obję­li Marek Trela i Jurek Białobok, mie­li­śmy pra­wo uwa­żać ich za przy­ja­ciół. Wbrew temu co twier­dzą teraz, zna­li naszą pra­cę dla stad­nin od lat.

Kluczowym rokiem wal­ki z pry­wa­ty­za­cyj­ny­mi zapę­da­mi ANR był rok 1999. Przygotowując mate­ria­ły aukcyj­ne i wie­dząc o zapo­wie­dzia­nej wizy­cie pre­zy­den­ta Kwaśniewskiego napi­sa­łem tekst do Gazety Festiwalowej pt. „Swego nie zna­cie”. Nazwałem w nim ANR „maco­szym wła­ści­cie­lem”, któ­ry nie rozu­mie jaką war­to­ścią są pań­stwo­we stad­ni­ny. Gazeta była mate­ria­łem na kon­fe­ren­cji pra­so­wej, zosta­ła prze­ka­za­na pre­zy­den­to­wi, nie moż­na więc wyklu­czyć, że sta­ła się jed­nym z argu­men­tów, któ­ry osta­tecz­nie prze­ko­nał pre­zy­den­ta do wystą­pie­nia prze­ciw pry­wa­ty­za­cji.

Mój tekst wywo­łał wście­kłość Agencji i pani­kę Treli i Białoboka. Przestraszyli się, że ANR może ich uznać współ­win­ny­mi moje­go wystą­pie­nia. Drogą pan­to­flo­wą dotar­ła do nas wypo­wiedź jed­ne­go z dyrek­to­rów ANR, że „Grzybowski już tej aukcji nie będzie pro­wa­dził”. Porozumienie ze stad­ni­na­mi nie prze­wi­dy­wa­ło warun­ków wcze­śniej­sze­go roz­wią­za­nia, a nie­wąt­pli­we suk­ce­sy aukcji nie dawa­ły wido­ków na spór praw­ny posta­no­wio­no więc zacze­kać do zakoń­cze­nia kon­trak­tu w 2001 r.

Do prze­tar­gu na orga­ni­za­cję aukcji przy­stą­pi­li­śmy wie­dząc, że wymy­ślo­no tę pro­ce­du­rę tyl­ko po to aby nas się pozbyć. Perfidia pole­ga­ła na tym, że ANR posta­no­wi­ła utrą­cić Polish Prestige ręka­mi Treli i Białoboka, pole­ca­jąc im prze­pro­wa­dze­nie „prze­tar­gu”. Już sam pomysł prze­tar­gu na mój autor­ski pro­jekt, któ­ry two­rzy­łem i reali­zo­wa­łem od wcze­snych lat sie­dem­dzie­sią­tych do jego kul­mi­na­cyj­ne­go roz­wo­ju w latach 1996 -2000 był nie­uczci­wo­ścią. Mimo to zło­ży­li­śmy dobrą ofer­tę, popar­tą wie­lo­let­nim doświad­cze­niem orga­ni­zo­wa­nia i pro­wa­dze­nia tej impre­zy. Polturf, któ­ry nie miał żad­ne­go doświad­cze­nia w tej mate­rii, nie miał wie­dzy o ryn­ku koni arab­skich, wygrał ponoć jed­nym punk­tem. My zapro­po­no­wa­li­śmy pro­wi­zję 11% oni 10%. Wobec kłamstw i pomó­wień aktu­al­nie roz­po­wszech­nia­nych o tym prze­tar­gu naszą ofer­tę opu­bli­ko­wa­łem na www.konsprawapolska.pl, wzy­wa­jąc Barbarę Mazur do opu­bli­ko­wa­nia swo­jej, aby opi­nia publicz­na mogła się prze­ko­nać, czy prze­targ był uczci­wy. (Nic takie­go nigdy się nie sta­ło).

Przez 15 lat Polturf korzy­stał z owo­ców pra­cy mojej i moich kole­gów z Polish Prestige. Nie ogło­szo­no już wię­cej żad­ne­go prze­tar­gu, mimo iż Polturf pod­wyż­szył swo­ją pro­wi­zję do 12%.

Trudno jest mieć pre­ten­sje do Pani Mazur. Wzięła co jej ANR dała. Trudno jest mieć pre­ten­sje do Treli i Białoboka. Zrobili to, cze­go ANR od nich ocze­ki­wa­ła. Przykre jest to, że wte­dy nikt ze śro­do­wi­ska nie ujął się za nami, a prze­cież zwłasz­cza Iza Zawadzka i Anna Stojanowska dosko­na­le wie­dzia­ły ile pra­cy, ener­gii i pomy­słów wkła­da­li­śmy w roz­wój ryn­ku i aukcji w Janowie.

Współczuję Markowi Treli i Jurkowi Białobokowi. Padli ofia­rą tej samej insty­tu­cji, któ­ra wcze­śniej usu­nę­ła Polish Prestige z aukcji w Janowie. Przeprowadzili „prze­targ”, jako pre­ze­si spół­ek, mia­no­wa­ni i pod­le­gli ANR, więc trud­no wyma­gać by mie­li wła­sne zda­nie i dość cha­rak­te­ru, aby sprze­ci­wić się pra­co­daw­cy. Niestety poszli znacz­nie dalej w swo­jej lojal­no­ści dla ANR. Z inter­ne­to­wych stron Janowa i Michałowa wyma­za­no wszel­kie wzmian­ki o mnie i o Polish Prestige.

Odcięto nas cał­ko­wi­cie od ryn­ku, każąc naszym klien­tom korzy­stać z usług Polturfu. Torpedowano wszel­kie nasze pró­by stwo­rze­nia oddziel­nej aukcji i poka­zu dla hodow­ców pry­wat­nych. A naj­gor­sze to, że dys­kre­dy­to­wa­no Polish Prestige w Polsce i zagra­ni­cą.

Upadek aukcji

Odwołanie Marka Treli i Jurka Białoboka w 2015 r. było kamy­kiem, po usu­nię­ciu któ­re­go zawa­li­ła się pira­mi­da Pride of Poland, nie­chluj­nie kle­co­na przez Polturf od 2001 r. z udzia­łem samych odwo­ła­nych pre­ze­sów. W wyni­ku usta­wio­ne­go prze­tar­gu Polturf otrzy­mał „na tacy” w peł­ni roz­wi­nię­tą, samo­fi­nan­su­ją­cą się impre­zę. Konsumując wyni­ki pra­cy zespo­łu aukcyj­ne­go Polish Prestige, nowy orga­ni­za­tor, poza nową nazwą impre­zy, wpro­wa­dził zmia­ny, któ­re w efek­cie uza­leż­ni­ły powo­dze­nie aukcji od czyn­ni­ków zewnętrz­nych:

  1. Naszą cało­rocz­ną, kosz­tow­ną i pra­co­chłon­ną akwi­zy­cję na świa­to­wych ryn­kach, pole­ga­ją­ca na cią­głym poszu­ki­wa­niu i zdo­by­wa­niu final­nych klien­tów, zastą­pio­no współ­pra­cą z pośred­ni­ka­mi - agen­ta­mi, w efek­cie to oni zdo­mi­no­wa­li klien­te­lę aukcji Pride of Poland.
  2. Techniczną orga­ni­za­cję aukcji, opra­wę i rekla­mę odda­no fir­mom zewnętrz­nym, przez co Dni Arabskie stra­ci­ły swój wyjąt­ko­wy, pol­ski cha­rak­ter i upodob­ni­ły się do innych poka­zów, orga­ni­zo­wa­nych w podob­ny spo­sób na całym świe­cie.
  3. Rozmontowano ory­gi­nal­ną kon­cep­cję Polish Arabian Summer Festival odłą­cza­jąc z niej Międzynarodowy Dzień Wyścigowy. Nie kon­ty­nu­owa­no pro­gra­mu Gentle Poland, któ­ry miał na celu pro­mo­cję pol­skiej hodow­li w kon­tek­ście ojczy­stej kul­tu­ry i histo­rii. Nie było to zresz­tą potrzeb­ne, gdy zanie­cha­no akwi­zy­cji final­nych klien­tów.
  4. Podobnie, wg Polturfu, nie­ce­lo­we było kon­ty­nu­owa­nie wypra­co­wa­nej przez Polish Prestige kom­plek­so­wej obsłu­gi klien­ta, od zapro­sze­nia go do Polski, aż do dostar­cze­nia kupio­ne­go prze­zeń konia do jego staj­ni. Nasz sta­ły zespół aukcyj­ny zastą­pio­ny został doraź­nie wyna­ję­ty­mi ludź­mi, a obsłu­gę wysy­łek koni odda­no zagra­nicz­nej agen­cji, tra­cąc w ten spo­sób jed­no ze źró­deł przy­cho­dów, a co wię­cej, dodat­ko­we źró­dło infor­ma­cji o pre­fe­ren­cjach klien­tów i pozio­mie ich satys­fak­cji z wizy­ty w Polsce.
  5. Nie potra­fio­no utrzy­mać przy impre­zie pozy­ska­nych przez nas spon­so­rów: Michelin i Volvo. W zamian głów­nym spon­so­rem Dni sta­ła się Agencja Nieruchomości Rolnych.
  6. Ubytki przy­cho­dów (1-5) Polturf sta­rał się w pro­stac­ki spo­sób rekom­pen­so­wać pod­no­sząc ceny kart VIP, czy koszt wynaj­mu sto­isk han­dlo­wych. Mieszkańcom Janowa, dla któ­rych aukcja Polish Prestige była ich wła­snym świę­tem, kaza­no pła­cić bile­ty wstę­pu, pod­czas gdy u nas byli oni hono­ro­wy­mi gość­mi, cie­szą­cy­mi się i nagra­dza­ją­cy­mi okla­ska­mi licy­ta­cje. Tworzyło to nie­zwy­kły kli­mat aukcji Polish Prestige, doce­nia­ny rów­nież przez gości z zagra­ni­cy.

Po wypchnię­ciu Polish Prestige z ryn­ku, Marek Trela i Jurek Białobok musie­li za cenę utrzy­ma­nia swo­ich sta­no­wisk wyka­zać się wzro­stem sprze­da­ży. ANR, któ­rej pry­wa­ty­za­cyj­ne zaku­sy zosta­ły powstrzy­ma­ne, szan­ta­żo­wa­ła pre­ze­sów koniecz­no­ścią osią­ga­nia przez ich spół­ki ren­tow­no­ści eko­no­micz­nej. Zadanie nie­wy­ko­nal­ne w tym sta­nie dez­or­ga­ni­za­cji hodow­li i ryn­ku, do cze­go ANR sama dopro­wa­dzi­ła. Nad stad­ni­na­mi nadal uno­si­ło się wid­mo pry­wa­ty­za­cji. Aukcja Pride of Poland odno­to­wa­ła wpraw­dzie wzrost obro­tów, war­to jed­nak­że aby ktoś poli­czył jaki był efekt net­to impre­zy, po odję­ciu finan­so­we­go wkła­du ANR, wyna­gro­dzeń orga­ni­za­to­rów, kosz­tów zapła­co­nych pro­wi­zji.

Upadek hodow­li

Realizując, narzu­co­ną przez ANR, „mis­sion impos­si­ble” Trela i Białobok musie­li przy­jąć za cel hodow­li wygry­wa­nie poka­zów, i co za tym idzie, osią­ga­nie rekor­dów ceno­wych. Zapomniano, że głów­nym powo­dem ist­nie­nia stad­nin pań­stwo­wych jest „utrzy­my­wa­nie ban­ku genów”. Napisała o tym w swo­im arty­ku­le prof. Krystyna Chmiel. Polską hodow­lę, któ­ra za Krzyształowicza i Jaworowskiego wyty­cza­ła świa­to­we tren­dy, ich następ­cy pod­da­li modzie dyk­to­wa­nej przez innych.

Efektem błęd­nej filo­zo­fii hodow­la­nej było nad­mier­ne uży­cie w Polsce obcych ogie­rów. Dolew krwi Saklawi I zamie­nił się w „zalew”, przed czym prze­strze­ga­ła prof. Chmiel. Wydaje się, że poza wygry­wa­niem poka­zów hodow­cy zakła­da­li rów­nież, że wła­ści­cie­le mod­nych ogie­rów, uży­tych w Polsce będą chęt­nie kupo­wa­li ich uro­dzo­ne od naszych kla­czy potom­stwo. W ten spo­sób dla doraź­nych celów pozby­to się wszyst­kich ele­men­tów, któ­re budo­wa­ły potę­gę pol­skiej hodow­li czy­stej krwi. Polskie konie nie musia­ły już być „pięk­ne i dziel­ne”, nie­istot­na więc sta­ła się pró­ba wyści­go­wa.

Zalew obcej krwi spo­wo­do­wał, że nie­ak­tu­al­na sta­ła się mar­ka Pure Polish. Straciło swo­je zna­cze­nie rekla­mo­we hasło „Horses of the State Stud”, sko­ro hodow­la pań­stwo­wa prze­sta­ła się róż­nić od hodow­li pry­wat­nej.

Pozwolę sobie tutaj przy­to­czyć zda­nie prof. Chmiel:

Poczynając mniej wię­cej od 2006, tak­że i w pol­skiej hodow­li wzo­rem do naśla­do­wa­nia coraz powszech­niej sta­wał się domi­nu­ją­cy w kra­jach zachod­nich, a prze­ję­ty z kra­jów Bliskiego Wschodu, typ „egzo­tycz­ny” – zauwa­żal­ny zwłasz­cza w rysun­ku gło­wy, dążą­cy do mak­sy­mal­ne­go skró­ce­nia par­tii pysko­wej i uzy­ska­nia prze­sad­nie szczu­pa­cze­go pro­fi­lu, co nie­raz wią­za­ło się z utrud­nie­niem natu­ral­ne­go pro­ce­su odde­cho­we­go. Konie o takim pokro­ju wygry­wa­ły poka­zy wyso­kiej ran­gi, co powo­do­wa­ło inten­syw­niej­sze uży­cie ogie­rów prze­ka­zu­ją­cych tę cechę, pocho­dzą­cych prze­waż­nie z egip­skie­go rodu Saklawi I.”

Cenna uwa­ga, ale typ „egzo­tycz­ny” nie powstał na Bliskim Wschodzie. To moda wykre­owa­na przez sto­sun­ko­wo nie­wiel­ką kli­kę pośred­ni­ków, prze­waż­nie sędziów, tre­ne­rów i pre­zen­te­rów - osób ze śro­do­wi­ska poka­zo­we­go, któ­re odno­szą wiel­kie korzy­ści z mię­dzy­na­ro­do­we­go han­dlu. Światowa hodow­la koni arab­skich zosta­ła przez nich wpę­dzo­na w śle­pą ulicz­kę. Coraz wię­cej hodow­ców zaczy­na już zda­wać sobie spra­wę, że wyni­ki mię­dzy­na­ro­do­wych poka­zów w mniej­szym stop­niu zale­żą od jako­ści koni, czę­sto są nato­miast zwy­kłą „ustaw­ką”. Pisałem o tym sze­rzej we wpi­sie Smutek Arabów.

Reasumując, wyłącz­ną winę za upa­dek pol­skiej hodow­li czy­stej krwi, ale też znisz­cze­nie całe­go pol­skie­go sys­te­mu hodow­la­ne­go pono­si Agencja Nieruchomości Rolnych i kolej­ne eki­py Ministerstwa Rolnictwa.

Nadzieja mimo wszyst­ko

Są w Polsce ludzie, i ja do nich nale­żę, któ­rzy cią­gle wie­rzą, że w pol­skiej hodow­li koni i w jeź­dziec­twie tkwi ogrom­ny, nie­wy­ko­rzy­sta­ny poten­cjał roz­wo­jo­wy. Aby ten poten­cjał uru­cho­mić potrzeb­ne są kon­kret­ne dzia­ła­nia:

  1. Radę przy MRiRW nale­ży prze­kształ­cić w kom­pe­tent­ny zespół mię­dzy­re­sor­to­wy, któ­ry pod auspi­cja­mi pre­zy­den­ta Dudy, albo pre­mie­ra Morawieckiego podej­mie pra­ce dla odbu­do­wy, znisz­czo­ne­go przez ANR, pań­stwo­we­go sys­te­mu hodow­la­ne­go,. Zabiegam o to od daw­na pisząc otwar­te i zamknię­te listy, pozo­sta­ją­ce cią­gle bez odpo­wie­dzi.
  2. Jest goto­wy pro­jekt, opra­co­wa­ny spo­łecz­nie przez zespół: Andrzej Stasiowski, Marcin Szczypiorski, Radosław Wiszniowski i Marek Grzybowski. Projekt ten pod nazwą „Narodowy Program Rozwoju Hodowli Koni i Jeździectwa” wyma­ga jedy­nie aktu­ali­za­cji i uzu­peł­nie­nia o prak­tycz­no-praw­ne aspek­ty powo­ła­nia Holdingu dla pań­stwo­wej hodow­li.
  3. Przywrócić nale­ży Marka Trelę i Jurka Białoboka na sta­no­wi­ska hodow­ców w stad­ni­nach arab­skich. Pomimo popeł­nio­nych błę­dów, są oni cią­gle spe­cja­li­sta­mi, posia­da­ją­cy­mi prak­tycz­ną wie­dzę w hodow­li czy­stej krwi. Ich mię­dzy­na­ro­do­wy auto­ry­tet powi­nien zostać spo­żyt­ko­wa­ny do tego, aby Polska na nowo sta­ła się „trend sete­rem” hodow­li świa­to­wej.

Myśli te sta­ra­łem się bez­sku­tecz­nie zaszcze­pić w Radzie ds. Hodowli Koni, powo­ła­nej przez mini­stra Krzysztofa Jurgiela. Ideę odbu­do­wy pol­skiej hodow­li pro­pa­gu­ję na łamach moje­go blo­ga www.konsprawapolska.pl, z któ­re­go zaczerp­ną­łem obszer­ne frag­men­ty do niniej­szej wypo­wie­dzi.

Dokumenty:

Tekst: Marek Grzybowski
Zdjęcia: archi­wum Polish Prestige

Więcej w Hodowla

Na górę