Connect with us

Hodowca i Jeździec

Kupionemu konio­wi zaglą­daj w zęby!

Wywiad

Kupionemu konio­wi zaglą­daj w zęby!

Chris Pearce z Wielkiej Brytanii to doświad­czo­ny i cenio­ny na całym świe­cie lekarz wete­ry­na­rii – sto­ma­to­log. Ma spe­cja­li­za­cję z cho­rób wewnętrz­nych oraz chi­rur­gii, jest też pierw­szym leka­rzem wete­ry­na­rii na Wyspach i w Europie, któ­ry zdał egza­mi­ny na wykwa­li­fi­ko­wa­ne­go wete­ry­na­ryj­ne­go sto­ma­to­lo­ga. Zdobył mię­dzy­na­ro­do­we uzna­nie za nowa­tor­stwo w opra­co­wa­niu zaawan­so­wa­nych tech­nik sto­ma­to­lo­gicz­nych.

Z Chrisem Pearcem, któ­ry przy­je­dzie do Polski w kwiet­niu, na spo­tka­nie z miło­śni­ka­mi koni, roz­ma­wia­ła Alina Palichleb.

Co cię skło­ni­ło do zain­te­re­so­wa­nia się sto­ma­to­lo­gią koni? I jak zaczę­ła się two­ja pra­ca z koń­mi?

Chris Pearce

W począt­kach mojej pra­cy jako lekarz wete­ry­na­rii byłem naj­bar­dziej zain­te­re­so­wa­ny inter­ną oraz chi­rur­gią. Zawsze chcia­łem pra­co­wać z koń­mi, ale nie roz­wa­ża­łem sto­ma­to­lo­gii. Później, przez lata prak­ty­ki we wła­snej kli­ni­ce, w mia­rę jej roz­wo­ju, chcie­li­śmy zapew­nić klien­tom peł­ną ofer­tę, któ­ra obej­mo­wa­ła­by tak­że sto­ma­to­lo­gię. Zdaliśmy sobie spra­wę, że wie­lu klien­tów szu­ka­ło usług koń­skie­go den­ty­sty, ale wśród nich nie było leka­rzy wete­ry­na­rii. Szkoliłem się więc w sto­ma­to­lo­gii, przy­stą­pi­łem do egza­mi­nu na tech­ni­ka sto­ma­to­lo­gicz­ne­go, a po jego zda­niu byłem pierw­szym leka­rzem wete­ry­na­rii, któ­ry to zro­bił. Wykorzystaliśmy to w publi­ko­wa­nych infor­ma­cjach o nas, prze­ka­za­li­śmy tę wieść naszym klien­tom. Przybyło pra­cy, bo konia­rze coraz chęt­niej nas wybie­ra­li. Bardzo szyb­ko zaczę­to mnie pro­sić o kon­sul­ta­cje w innych ośrod­kach, a do mojej kli­ni­ki napły­wa­ły wciąż nowe przy­pad­ki sto­ma­to­lo­gicz­ne. Dziesięć lat póź­niej zaob­ser­wo­wa­łem, że powsta­ła dość poważ­na luka na ryn­ku, nie mogłem tak­że pojąć, dla­cze­go sto­ma­to­lo­gia koń­ska nie może mieć rów­nie wyso­kich stan­dar­dów, jak ludz­ka. Podjąłem decy­zję o sprze­da­ży swo­jej kli­ni­ki i otwo­rzy­łem nową dzia­łal­ność, cał­ko­wi­cie kon­cen­tru­jąc się na wyso­kiej jako­ści usłu­gach w zakre­sie sto­ma­to­lo­gii koń­skiej. Moim celem było roz­wi­nię­cie tej dzie­dzi­ny naj­sze­rzej, jak to moż­li­we oraz edu­ko­wa­nie zarów­no wła­ści­cie­li koni, jak i leka­rzy wete­ry­na­rii. Moja przy­go­da z koń­mi zaczę­ła się od zami­ło­wa­nia mojej mat­ki do tych zwie­rząt. Jeździłem jed­nak tyl­ko z koniecz­no­ści – z powo­du upra­wia­nia pię­cio­bo­ju nowo­cze­sne­go, w któ­rym rywa­li­zo­wa­łem na pozio­mie naro­do­wym. W wie­ku 18 lat spę­dzi­łem rok w Australii, pra­cu­jąc jako jac­ka­roo*. Wiele cza­su upły­nę­ło mi w wester­no­wym sio­dle. Zajeżdżałem pod sio­dło mło­de konie i zda­łem sobie spra­wę, że nigdy przed­tem nie rozu­mia­łem koni, ani nie połą­czy­łem się z nimi tak, jak wte­dy. To było nie­sa­mo­wi­te doświad­cze­nie i od tam­te­go cza­su zapra­gną­łem pra­co­wać z koń­mi.

*) jac­ka­roo – pasterz austra­lij­ski „na sta­żu”, któ­ry przy­ucza się do pra­cy przy owcach bądź bydle, aby zdo­być doświad­cze­nie w zarzą­dza­niu hodow­lą

Byłeś pio­nie­rem sto­ma­to­lo­gii koni w swo­im kra­ju. Jak wyglą­da­ła ona w Wielkiej Brytanii? Kto był two­im men­to­rem? Czy otrzy­ma­łeś dodat­ko­wą pomoc od kole­gów?

Na całym świe­cie przez wie­le lat sto­ma­to­lo­gia koni pole­ga­ła na tar­ni­ko­wa­niu ostrych kra­wę­dzi i wyry­wa­niu zęba w ostat­nim sta­dium jego cho­ro­by. Pomiędzy tymi sytu­acja­mi nie było nicze­go wię­cej. Zawsze się zasta­na­wia­łem, gdzie jest to coś „pośrod­ku”. Moje pierw­sze doświad­cze­nie ze sto­ma­to­lo­gią z wyso­kiej pół­ki wią­że się z posta­cią Davida Kluga i szko­le­niem w Minnesocie w 2003 roku. Pokazał mi podej­ście do sto­ma­to­lo­gii, z któ­rym nigdy wcze­śniej się nie spo­tka­łem. Wróciłem do domu zde­ter­mi­no­wa­ny, że będę roz­wi­jał tę dzie­dzi­nę dalej, niż kto­kol­wiek inny zro­bił to do tej pory w Wielkiej Brytanii. Spotkałem wte­dy rów­nież moje­go dobre­go przy­ja­cie­la Travisa Henry’ego, jesz­cze jed­ne­go sto­ma­to­lo­ga-pio­nie­ra z USA, i od tam­te­go cza­su obaj ulep­sza­my sprzęt i tech­ni­ki pra­cy. Kolejnym inspi­ru­ją­cym momen­tem było dla mnie spo­tka­nie z Torbjornem Lundstromem – ludz­kim sto­ma­to­lo­giem ze Szwecji, któ­ry wyko­ny­wał zabie­gi na róż­nych zwie­rzę­tach i od 20 lat pro­wa­dził kli­ni­kę dla koni. Jego podej­ście pole­ga­ło na wyko­rzy­sta­niu zasad ludz­kiej sto­ma­to­lo­gii i prze­nie­sie­niu tych tech­nik na zwie­rzę­ta. To był osta­tecz­ny impuls do tego, by stwo­rzyć swo­je miej­sce – i tak powsta­ła Equine Dental Clinic Ltd.

Jak zmie­nia­ła się sytu­acja z bie­giem lat? Czy masz jakieś obser­wa­cje doty­czą­ce roz­wo­ju sto­ma­to­lo­gii w innych kra­jach?

Zmiany zacho­dzą wol­no. Nareszcie wie­lu leka­rzy wete­ry­na­rii chce roz­wi­jać swo­je umie­jęt­no­ści w sto­ma­to­lo­gii, ale wła­ści­cie­le koni wciąż pozo­sta­ją w tyle, jeśli cho­dzi o rozu­mie­nie cho­rób uzę­bie­nia i tego, jak moż­na ich unik­nąć. W innych kra­jach jest podob­nie lub gorzej. Jednym z pro­ble­mów jest roz­prze­strze­nie­nie się po całym świe­cie „tech­ni­ków den­ty­stów”, nie­bę­dą­cych leka­rza­mi wete­ry­na­rii, któ­rzy tar­ni­ku­ją zęby i pro­mu­ją jed­no­stron­ne spoj­rze­nie na sto­ma­to­lo­gię koni, w dodat­ku nie opar­te na wete­ry­na­ryj­nym rozu­mie­niu pro­ble­mu czy bada­niach nauko­wych, tyl­ko na swo­jej inter­pre­ta­cji tego, jak funk­cjo­nu­ją zęby. W Wielkiej Brytanii wie­lu tych „den­ty­stów” jest lepiej wyedu­ko­wa­nych i przy­sy­ła nam przy­pad­ki do kon­sul­ta­cji. Jednak na świe­cie tech­ni­cy czę­sto nie są zain­te­re­so­wa­ni niczym innym poza tym, co potra­fią robić, czy­li tar­ni­ko­wa­niem zębów. W nie­któ­rych kra­jach nikt inny poza leka­rzem wete­ry­na­rii nie może wyko­ny­wać nawet naj­mniej­szych zabie­gów na zębach. W więk­szo­ści jed­nak nie ma usta­wo­daw­stwa zapew­nia­ją­ce­go ochro­nę koni. W Wielkiej Brytanii uzna­no, że naj­lep­szym roz­wią­za­niem jest współ­pra­ca z „den­ty­sta­mi”, ure­gu­lo­wa­nie pra­wa, któ­re ich doty­czy, kształ­ce­nie ich i wyraź­ne okre­śle­nie, co mogą, a cze­go nie mogą wyko­ny­wać. To pomo­gło, ale pod­no­sze­nie świa­do­mo­ści publicz­nej jest wciąż potrzeb­ne. Całkiem nie­daw­no roz­po­czą­łem wraz z British Horse Society kam­pa­nię na rzecz posze­rza­nia świa­do­mo­ści w śro­do­wi­sku koń­skich sto­ma­to­lo­gów pod nazwą „No Pain Check Again” (Nie zna­la­złeś bólu, sprawdź ponow­nie), by pomóc w pod­no­sze­niu pozio­mu w tej dzie­dzi­nie. Głównym tema­tem jest to, że konie czę­sto mają zaawan­so­wa­ne pato­lo­gie uzę­bie­nia, a przy tym nie poka­zu­ją, że coś je boli. Aby powstrzy­mać roz­wój cho­ro­by, koniecz­ne jest porząd­ne bada­nie kli­nicz­ne.

Kiedy sto­ma­to­lo­gia koń­ska zaczę­ła się napraw­dę roz­wi­jać i jaki wpływ miał na to poziom sto­ma­to­lo­gii ludz­kiej? Jak pomo­gła wte­dy i jak być może wspie­ra teraz?

Były takie momen­ty w histo­rii sto­ma­to­lo­gii koń­skiej, kie­dy poszła do przo­du i zaczę­ła wykra­czać poza tar­ni­ko­wa­nie zębów. W 1890 r. w Lafayette w Indianie, ame­ry­kań­ski lekarz wete­ry­na­rii opi­sał swo­ją tech­ni­kę sto­so­wa­nia wypeł­nień i z nie­praw­do­po­dob­ną dokład­no­ścią tłu­ma­czył nie­któ­re cho­ro­by. Podobnie było w 1940 r. w Niemczech i dalej – w 1975 w Szkocji. Jednak te osią­gnię­cia nie były powszech­nie zna­ne i wie­dza ta zosta­ła utra­co­na. Prowadzone w cią­gu ostat­nich 20 lat bada­nia (głów­nie na Uniwersytecie w Edynburgu w Szkocji) pozwo­li­ły nam zro­zu­mieć struk­tu­rę i funk­cje zęba, a tak­że wyja­śnić prze­bieg cho­rób. Ja, wraz z inny­mi, wyko­rzy­sty­wa­łem tę wie­dzę w prak­ty­ce. Ludzka sto­ma­to­lo­gia pomo­gła nam ogrom­nie w takich dzie­dzi­nach, jak endo­don­cja. Jednak w innych obsza­rach jest nie­wie­le podo­bieństw, ponie­waż zęby koń­skie i ich funk­cje są zupeł­nie róż­ne od ludz­kich. Bez wzglę­du na to, jest dla nas nie­zmier­nie istot­ne, by podą­żać za postę­pa­mi w sto­ma­to­lo­gii ludz­kiej i adap­to­wać jej tech­ni­ki, jak np. uży­cie lase­ra, któ­ra to meto­da w medy­cy­nie ludz­kiej roz­wi­ja się pręż­nie. Zastanawiamy się, jak i gdzie mogło­by to pomóc nam, leka­rzom wete­ry­na­rii.
Jak pomo­gła wte­dy i jak być może wspie­ra teraz? Były takie momen­ty w histo­rii sto­ma­to­lo­gii koń­skiej, kie­dy poszła do przo­du i zaczę­ła wykra­czać poza tar­ni­ko­wa­nie zębów. W 1890 r. w Lafayette w Indianie, ame­ry­kań­ski lekarz wete­ry­na­rii opi­sał swo­ją tech­ni­kę sto­so­wa­nia wypeł­nień i z nie­praw­do­po­dob­ną dokład­no­ścią tłu­ma­czył nie­któ­re cho­ro­by. Podobnie było w 1940 r. w Niemczech i dalej – w 1975 w Szkocji. Jednak te osią­gnię­cia nie były powszech­nie zna­ne i wie­dza ta zosta­ła utra­co­na. Prowadzone w cią­gu ostat­nich 20 lat bada­nia (głów­nie na Uniwersytecie w Edynburgu w Szkocji) pozwo­li­ły nam zro­zu­mieć struk­tu­rę i funk­cje zęba, a tak­że wyja­śnić prze­bieg cho­rób. Ja, wraz z inny­mi, wyko­rzy­sty­wa­łem tę wie­dzę w prak­ty­ce. Ludzka sto­ma­to­lo­gia pomo­gła nam ogrom­nie w takich dzie­dzi­nach, jak endo­don­cja. Jednak w innych obsza­rach jest nie­wie­le podo­bieństw, ponie­waż zęby koń­skie i ich funk­cje są zupeł­nie róż­ne od ludz­kich. Bez wzglę­du na to, jest dla nas nie­zmier­nie istot­ne, by podą­żać za postę­pa­mi w sto­ma­to­lo­gii ludz­kiej i adap­to­wać jej tech­ni­ki, jak np. uży­cie lase­ra, któ­ra to meto­da w medy­cy­nie ludz­kiej roz­wi­ja się pręż­nie. Zastanawiamy się, jak i gdzie mogło­by to pomóc nam, leka­rzom wete­ry­na­rii.

Co jest dla cie­bie naj­więk­szą moty­wa­cją, by uczyć i zdo­by­wać wie­dzę?

Konie są nie­zwy­kle waż­ne z punk­tu widze­nia histo­rycz­ne­go i kul­tu­ro­we­go – jako zwie­rzę­ta pra­cu­ją­ce, użyt­ko­wa­ne dla przy­jem­no­ści czy w spo­rcie, tak bar­dzo kocha­ne i sza­no­wa­ne na całym świe­cie. Wiedza wła­ści­cie­li, jak o nie dbać, i poziom opie­ki wete­ry­na­ryj­nej bar­dzo się popra­wi­ły przez ostat­nie 20 lat, co ozna­cza, że konie w kra­jach roz­wi­nię­tych pra­cu­ją i bio­rą udział w zawo­dach nawet do póź­nych lat życia, a doży­wa­ją nawet 30 lat. Stomatologia nie nadą­ży­ła za tym i pozo­sta­je dale­ko w tyle. Dopóki to się nie popra­wi na świe­cie, jestem zmo­ty­wo­wa­ny, by wciąż uczyć innych, edu­ko­wać wła­ści­cie­li, same­mu uczyć się i roz­wi­jać odpo­wied­nie tech­ni­ki tak, by sto­ma­to­lo­gia koń­ska sta­ła się napraw­dę nowo­cze­sną dys­cy­pli­ną. Stomatologia ludz­ka zmie­ni­ła się nie do pozna­nia w cią­gu 50 lat – z koń­ską powin­no się stać tak samo, dla dobra koni!

Czy masz dla nas histo­rię „koń­skiej wróż­ki-zębusz­ki”?

Nie, ale mam w zana­drzu histo­rię o szczę­śli­wym zębie! W zeszłym tygo­dniu pewien labra­dor połknął bar­dzo duży ząb policz­ko­wy, któ­ry wła­śnie wyrwa­łem. Miał duże szczę­ście, że ząb prze­szedł cały i nigdzie nie utknął! Zdecydowanie nie ma tra­dy­cji wró­żek-zębu­szek u koni. Wręcz prze­ciw­nie – myśli­my o jakimś wcie­lo­nym dia­ble, ponie­waż lecze­nie i wyry­wa­nie zębów może być nie­prze­wi­dy­wal­ne i może nam nie­źle utrud­nić życie.

W swo­jej kli­ni­ce przyj­mu­jesz przede wszyst­kim pacjen­tów do kon­sul­ta­cji, skie­ro­wa­nych przez leka­rzy pierw­sze­go kon­tak­tu. Jakie to są naj­czę­ściej konie – te utrzy­my­wa­ne w ramach hob­by czy spor­to­we?

Leczymy dosłow­nie wszyst­kie typy koni: kuce sze­tlandz­kie dzie­cia­ków, konie do sko­ków, do WKKW, do jaz­dy w teren. Wymyśl sobie konia, a na pew­no takie­go mie­li­śmy w kli­ni­ce! Jednym z moich ulu­bio­nych był gigan­tycz­ny szajr, uży­wa­ny do cią­gnię­cia barek wzdłuż ścież­ki przy rze­ce – praw­dzi­wy łagod­ny olbrzym. Najdroższym koniem, jakie­go mia­łem u sie­bie, był, w zeszłym roku, koń peł­nej krwi, ubez­pie­czo­ny podob­no na 150 milio­nów fun­tów!...

Problemy z uzę­bie­niem są przed nami ukry­te, a konie mają nie­zwy­kłe zdol­no­ści masko­wa­nia bólu. Jak wła­ści­ciel konia może spraw­dzić jego jamę ust­ną, by oce­nić sytu­ację?

Strach robić cokol­wiek bez roz­wie­ra­cza i pre­me­dy­ka­cji! Wielu „den­ty­stów” pra­cu­je oczy­wi­ście bez pre­me­dy­ka­cji. Mogą mieć jakieś wyczu­cie, mogą rzu­cić okiem, ale nie zoba­czą wszyst­kie­go i nigdy nie będą w sta­nie zro­bić bada­nia kli­nicz­ne­go – takie­go, jakie ludz­ki sto­ma­to­log prze­pro­wa­dza u swo­je­go pacjen­ta i jakie my, leka­rze wete­ry­na­rii, prze­pro­wa­dza­my pod pre­me­dy­ka­cją. Bez roz­wie­ra­cza nie­mal­że bez­ce­lo­we jest robie­nie cze­go­kol­wiek i każ­dy, kto pra­cu­je w ten spo­sób, powi­nien być omi­ja­ny sze­ro­kim łukiem!

Jaka jest two­ja rada, kie­dy wezwać pro­fe­sjo­na­li­stę, by spraw­dził zęby?

Po pierw­sze, dowiedz się, czy wybra­na oso­ba jest leka­rzem wete­ry­na­rii i może pre­me­dy­ko­wać konia. Następnie zorien­tuj się, czy jest prze­szko­lo­na w sto­ma­to­lo­gii i doświad­czo­na w sto­so­wa­niu nowo­cze­snych tech­nik sto­ma­to­lo­gicz­nych. Jeśli nie, to lepiej poszu­kać zare­je­stro­wa­ne­go tech­ni­ka sto­ma­to­lo­gicz­ne­go, któ­ry może prze­pro­wa­dzić pod­sta­wo­we bada­nie i ruty­no­wy zabieg tar­ni­ko­wa­nia. Upewnij się co do jego kwa­li­fi­ka­cji i sprawdź, czy izba lekar­sko-wete­ry­na­ryj­na w two­im kra­ju regu­lu­je jakoś ten zawód. Co 3 lata roz­waż bada­nie oro­sko­pem pod pre­me­dyk­cją przez leka­rza wete­ry­na­rii spe­cja­li­zu­ją­ce­go się w sto­ma­to­lo­gii. To daje pew­ność, że nic nie zosta­nie pomi­nię­te i w razie cze­go pozo­sta­ną jakieś moż­li­wo­ści lecze­nia.

Czy możesz opo­wie­dzieć tro­chę o swo­jej pra­cy cha­ry­ta­tyw­nej za gra­ni­cą?

Pracuję tam zazwy­czaj dla pry­wat­nych ośrod­ków i szpi­ta­li wete­ry­na­ryj­nych, jako kon­sul­tant. Uczyłem dla SPANA** i innych fun­da­cji. W Casablance odby­ła się bar­dzo inte­re­su­ją­ca kon­fe­ren­cja, będą­ca spo­tka­niem miej­sco­wych przed­sta­wi­cie­li SPANA, leka­rzy wete­ry­na­rii z całej Afryki. Nauczyłem się wie­le o opie­ce wete­ry­na­ryj­nej (lub jej bra­ku) w kra­jach roz­wi­ja­ją­cych się. Bardzo inspi­ru­ją­ce było zoba­czyć, jak leka­rze w pomy­sło­wy spo­sób radzi­li sobie z lecze­niem zwie­rząt przy ogra­ni­czo­nych fun­du­szach.

**) SPANA – orga­ni­za­cja cha­ry­ta­tyw­na nio­są­ca pomoc pra­cu­ją­cym zwie­rzę­tom w Afryce i na Bliskim Wschodzie.

Co trze­ba w sobie mieć, by być... sto­ma­to­lo­gicz­nym mania­kiem?

Nie jestem pew­ny! Chyba chęć doko­ny­wa­nia zmian na lep­sze, przez zdo­by­wa­nie wie­dzy o lecze­niu ludzi i adap­to­wa­nie jej do koni. By to się mogło spraw­dzić, musisz być tro­chę mania­kiem, żeby prze­czy­tać tony ksią­żek o sto­ma­to­lo­gii ludz­kiej, w tym moją ulu­bio­ną: kata­log sprzę­tu sto­ma­to­lo­gii ludz­kiej. Wspaniała lek­tu­ra do czy­ta­nia w łóż­ku przed snem!

Zęby konia nie­ko­niecz­nie są prio­ry­te­tem, jeśli cho­dzi o zmar­twie­nia wła­ści­cie­li, choć powin­ny. Twoje doświad­cze­nie poka­za­ło wie­le razy, że zapo­bie­ga­nie jest lep­sze niż lecze­nie. Konie żyją teraz z nami dłu­żej, a zła opie­ka sto­ma­to­lo­gicz­na to jed­no z ogra­ni­czeń, któ­re nie pozwa­la im dożyć póź­ne­go wie­ku. Jak poważ­nie ludzie trak­tu­ją sto­ma­to­lo­gię?

Głównym powo­dem lek­ce­wa­że­nia sto­ma­to­lo­gii przez leka­rzy wete­ry­na­rii, wła­ści­cie­li i tre­ne­rów jest to, że nie widzą, jak roz­wi­ja się cho­ro­ba. Gdyby scho­rze­nia sto­ma­to­lo­gicz­ne obja­wia­ły się w jakiś spo­sób, np. na skó­rze, to zauwa­ży­li­by zmia­ny. Nawet, jeśli konie spra­wia­ły­by wra­że­nie, że jedzą nor­mal­nie, byli­by zmar­twie­ni i chcie­li coś z tym zro­bić. Zęby są poza zasię­giem nasze­go wzro­ku, a koń nie poka­zu­je żad­nych cha­rak­te­ry­stycz­nych symp­to­mów w cza­sie roz­wo­ju cho­ro­by, do momen­tu, kie­dy jest za póź­no. Często powta­rzam, że ludzie nie wie­dzą, cze­go nie wie­dzą. Kiedy rozu­mie­ją, na czym rzecz pole­ga, zaczy­na­ją pod­cho­dzić do tego bar­dziej poważ­nie.

Co pole­cił­byś szcze­gól­nie, aby zachę­cić do przyj­ścia na kwiet­nio­wą kon­fe­ren­cję?

Otwarcie koń­skie­go pyska i poka­za­nie uczest­ni­kom, dla­cze­go powin­ni brać sto­ma­to­lo­gię na poważ­nie; zade­mon­stro­wa­nie, jak i dla­cze­go konie czę­sto cier­pią w mil­cze­niu i jakoś funk­cjo­nu­ją mimo scho­rzeń zębów. Jak może­my te przy­pad­ki ziden­ty­fi­ko­wać, leczyć i poma­gać koniom.

Co pora­dził­byś komuś, kto już jest zwią­za­ny z medy­cy­ną wete­ry­na­ryj­ną i chce zostać spe­cja­li­stą sto­ma­to­lo­giem?

Radziłbym popra­co­wać oko­ło 5 lat z ogól­ny­mi przy­pad­ka­mi, aby zdo­być doświad­cze­nie w róż­nych sytu­acjach kli­nicz­nych, tak­że chi­rur­gicz­nych, w tym roz­wi­jać umie­jęt­no­ści w zakre­sie ruty­no­wej sto­ma­to­lo­gii. Kolejny krok to pra­ca nad zdo­by­ciem kwa­li­fi­ka­cji potrzeb­nych do uzy­ska­nia cer­ty­fi­ka­tu w sto­ma­to­lo­gii koni. Te pierw­sze lata w prak­ty­ce ogól­nej spo­wo­du­ją, że będziesz zawsze pamię­tał o podej­ściu holi­stycz­nym, uwzględ­nia­jąc całe cia­ło, i o tym, że pro­blem może aku­rat nie mieć w ogó­le związ­ku z zęba­mi. Wtedy jesteś napraw­dę w dobrym pun­cie, by zacząć się spe­cja­li­zo­wać i przejść na sta­no­wi­sko rezy­den­ta lub jesz­cze lepiej – przy­je­chać i pra­co­wać z nami!

Zapraszamy na kon­fe­ren­cję z Chrisem Pearcem pt. „Znaczenie zdro­wych zębów dla osią­gnięć tre­nin­go­wych konia” 6 kwiet­nia 2019 r. we Wrocławiu.

Zapisy i wię­cej infor­ma­cji: http://bit.ly/konferencjaChrisPearce

Więcej w Wywiad

W ostat­nim nume­rze

HiJ nr 63 - okładka

Hodowca i Jeździec Rok XVII Nr 4 (63) Jesień 2019

Wydawca

Reklama

Smulders

RSS Aktualności ze stro­ny PZHK

RSS Aktualności ze stro­ny Teraz Polskie Konie

Ostatnie wpi­sy

Na górę