Connect with us

Hodowca i Jeździec

Inny punkt widze­nia – konie czy­stej krwi arab­skiej

Hodowla

Inny punkt widze­nia – konie czy­stej krwi arab­skiej

Nie jest inten­cją auto­rów tego tek­stu wywo­ły­wa­nie publicz­nej pole­mi­ki, wza­jem­ne­go prze­krzy­ki­wa­nia się na argu­men­ty i udo­wad­nia­nia, kto ma rację. Zwyczajnie, będąc od wie­lu lat w tzw. koń­skiej bran­ży i przy­glą­da­jąc się jej pod róż­ny­mi kąta­mi, nie wszyst­kie jej aspek­ty postrze­ga­my tak samo. A dopó­ki gło­wa jesz­cze funk­cjo­nu­je bez szwan­ku, dopó­ki może­my powie­dzieć: wiem, bo tam byłem, widzia­łem, pamię­tam, i są to doświad­cze­nia wła­sne, a nie zasły­sza­ne, pod­słu­cha­ne i opo­wie­dzia­ne, dopó­ty mówić trze­ba. Stąd poniż­sza roz­mo­wa, któ­rą upo­rząd­ko­wa­no przy pomo­cy zada­wa­nych pytań. A tema­ty­ka nasu­nę­ła się sama: konie czy­stej krwi arab­skiej w Polsce i na świe­cie. Temat żywy i intry­gu­ją­cy, przy­naj­mniej od dwóch lat. Z kim, jak nie z ludź­mi, któ­rzy zwią­za­ni są z hodow­lą koni czy­stej krwi od nie­mal pół­wie­cza, moż­na taką roz­mo­wę prze­pro­wa­dzić - z Jerzym Białobokiem, Markiem Trelą i spi­na­ją­cą tę roz­mo­wę w całość, Anną Stojanowską.

Anna Stojanowska: Jak zro­dził się pomysł połą­cze­nia Narodowego Czempionatu Koni Arabskich z aukcją? Dlaczego te impre­zy połą­czo­no w jeden, kil­ku­dnio­wy pro­jekt?

Jerzy Białobok: Jeżeli dobrze pamię­tam, to pierw­sza aukcja odby­ła się w 1970 roku w Janowie Podlaskim, gdzie Michałów przy­wiózł swo­je konie, a pierw­szy czem­pio­nat odbył się w 1978, czy­li w tym roku będzie­my obcho­dzić jego 40-lecie. Rok przed pierw­szym poka­zem pol­ska eki­pa wyje­cha­ła po raz pierw­szy do Paryża, na świa­to­wą wysta­wę koni. Hodowcy na począt­ku z dużą rezer­wą pod­cho­dzi­li do orga­ni­za­cji poka­zu, zwłasz­cza sami dyrek­to­rzy stad­nin. Bo to żni­wa, zbiór sło­my, dru­gi pokos sia­na, mało ludzi itp. Ale po pierw­szym roku nie było już wąt­pli­wo­ści, aukcja i czem­pio­nat stwo­rzy­ły świet­ną całość. Można było wyse­lek­cjo­no­wać konie na poka­zy mię­dzy­na­ro­do­we, poka­zać kup­com i hodow­com w jed­nym dniu nasze naj­lep­sze konie, któ­re w przy­szło­ści mogą zna­leźć się na liście sprze­da­ży. Na aukcję zaczę­li przy­jeż­dżać nie tyl­ko nabyw­cy, ale rów­nież duże gro­no sym­pa­ty­ków i hodow­ców, któ­rzy byli bar­dzo zain­te­re­so­wa­ni czem­pio­na­tem, a póź­niej wizy­ta­mi w stad­ni­nach macie­rzy­stych. Ponieważ Janów nie mógł przy­jąć tak dużej licz­by koni, któ­re z cza­sem chcie­li­śmy poka­zać i prze­se­lek­cjo­no­wać, naro­dził się pomysł poka­zu mło­dzie­żo­we­go - naj­pierw w Łącku, póź­niej w Michałowie, a w koń­cu w Białce - dla kla­czek i ogier­ków do 3 lat. Zyskał on po paru latach duże gro­no sym­pa­ty­ków, a prze­kaz on line zro­bił z nie­go wyda­rze­nie na świa­to­wym pozio­mie. W krót­kim cza­sie, zwy­cię­skie w Białce konie powta­rza­ły swo­je suk­ce­sy w Europie czy USA. Reasumując, do aukcji dołą­czo­no czem­pio­nat, któ­ry speł­niał dosko­na­łą rolę pro­mo­cyj­ną pol­skich koni arab­skich. Uzupełniony o pre­zen­ta­cje hodow­la­ne w stad­ni­nach, zwłasz­cza z corocz­nym przy­chów­kiem, two­rzył czy­sty i peł­ny obraz pol­skiej hodow­li w jed­nym odcin­ku.

Marek Trela: Aukcje janow­skie budzi­ły coraz więk­sze zain­te­re­so­wa­nie zagra­nicz­nych hodow­ców i impre­za roz­wi­ja­ła się, gro­ma­dząc coraz licz­niej­szą gru­pę gości. Czempionaty orga­ni­zo­wa­ne, wzo­rem ame­ry­kań­skich poka­zów, w coraz więk­szej licz­bie kra­jów euro­pej­skich i udział w nich oraz suk­ce­sy naszych koni spo­wo­do­wa­ły wresz­cie decy­zję o zor­ga­ni­zo­wa­niu Czempionatu Polski. Inicjatorami tego byli głów­nie pani Izabela Pawelec-Zawadzka, któ­ra obok panów Andrzeja Krzyształowicza i Ignacego Jaworowskiego wie­le sędzio­wa­ła za gra­ni­cą, oraz pan Tomasz Skotnicki, któ­ry swo­je doświad­cze­nia ame­ry­kań­skie pró­bo­wał popu­la­ry­zo­wać w Polsce. Po pew­nych opo­rach uda­ło się wresz­cie prze­ko­nać panów dyrek­to­rów i szczę­śli­wie uzna­li tę ini­cja­ty­wę za celo­wą. Miejsce i czas roz­gry­wa­nia Narodowego Pokazu były oczy­wi­sto­ścią i niko­go nie trze­ba było prze­ko­ny­wać o celo­wo­ści połą­cze­nia go z aukcją w jed­ną impre­zę. Podniesiono w ten spo­sób pre­stiż obu i uzy­ska­no nie­oce­nio­ne korzy­ści, wyni­ka­ją­ce z moż­li­wo­ści zapre­zen­to­wa­nia zagra­nicz­nym hodow­com tego, co w Polskiej hodow­li naj­lep­sze oraz wzbu­dze­nie u nich prze­ko­na­nia, że jakość ofe­ro­wa­nych na aukcji koni nie róż­ni się od jako­ści naszych czem­pio­nów. Powstała impre­za, któ­ra prze­sta­ła być jedy­nie han­dlo­wą, a sta­ła się czymś w rodza­ju świę­ta hodow­ców pol­skich koni arab­skich. Wypracowana przez lata for­mu­ła dosko­na­le się spraw­dza­ła i wyda­wa­ło się, że na sta­łe weszła do kalen­da­rza wie­lu zagra­nicz­nych hodow­ców. Jedni przy­jeż­dża­li, żeby kupić konie, inni - żeby obser­wu­jąc uczci­wą (sic!) licy­ta­cję zorien­to­wać się, ile trze­ba za nie zapła­cić, a jesz­cze inni - żeby naocz­nie się prze­ko­nać, co nowe­go, jaką kon­ku­ren­cję Polska im zafun­du­je na naj­bliż­szych czem­pio­na­tach mię­dzy­na­ro­do­wych. Nieoceniona była moż­li­wość obej­rze­nia w jed­nym miej­scu i cza­sie potom­stwa uży­wa­nych w Polsce ogie­rów i pod­jąć na tej pod­sta­wie decy­zje hodow­la­ne we wła­snych stad­ni­nach. Skóra cierp­nie, kie­dy sły­szę o pomy­słach roz­dzie­le­nia imprez skła­da­ją­cych się na Dni Konia Arabskiego i dzi­wię się krót­ko­wzrocz­no­ści pomy­sło­daw­ców, któ­rzy szyb­ko po zaspo­ko­je­niu swo­ich nie­zdro­wych ambi­cji zorien­tu­ją się, że - zgod­nie z pol­ską tra­dy­cją - uda­ło im się coś sen­sow­ne­go spek­ta­ku­lar­nie roz­wa­lić. Nie będzie to nic nowe­go, ale jed­nak szko­da…

Anna Stojanowska: Od począt­ku ist­nie­nia aukcji było tyl­ko trzech orga­ni­za­to­rów tej impre­zy. Dlaczego? Czy nie lepiej było każ­de­go roku powie­rzać orga­ni­za­cję komuś inne­mu? Z nowy­mi, świe­ży­mi pomy­sła­mi?

Jerzy Białobok: Faktycznie, było tyl­ko trzech orga­ni­za­to­rów aukcji, póź­niej połą­czo­nej z Narodowym Pokazem w całość - Dni Konia Arabskiego. Oczywiście pierw­szym orga­ni­za­to­rem była fir­ma Animex - nie z wybo­ru, a w wyni­ku odgór­ne­go naka­zu, w latach 1970-95, czy­li przez 25 lat. Drugim - pry­wat­na fir­ma Polish Prestige, w latach 1996-2000, czy­li 5 lat, i trze­cim - rów­nież pry­wat­na fir­ma Polturf, w latach 2001-15 czy­li przez 15 lat. Animex zmie­nił sta­tus wła­ści­ciel­ski i nie był już zain­te­re­so­wa­ny dal­szą współ­pra­cą. Sprawa osta­tecz­ne­go roz­sta­nia dys­ku­to­wa­na była dosyć dłu­go, stad­ni­ny arab­skie zosta­ły tro­chę posta­wio­ne pod ścia­ną i roz­po­czę­ły współ­pra­cę z Polish Prestige na nie­zbyt korzyst­nych warun­kach, pła­cąc i mar­żę, i pono­sząc kosz­ty orga­ni­za­cyj­ne impre­zy. W pierw­szych latach współ­pra­cy mar­ża z kosz­ta­mi wyno­si­ła od 22%, poprzez 20, 18, 14 do 10% w ostat­nim roku współ­pra­cy. Nie mie­li­śmy duże­go wpły­wu na poziom kosz­tów i czę­sto zwra­ca­li­śmy orga­ni­za­to­rom uwa­gę na to, że moż­na tę impre­zę robić taniej a lepiej, nie w tak sier­mięż­ny spo­sób. Nie byli­śmy też zado­wo­le­ni ze spo­so­bu nego­cja­cji oraz uzur­po­wa­nia sobie pra­wa do wybo­ru koni ofe­ro­wa­nych na aukcji. Wielokrotnie o tym dys­ku­to­wa­li­śmy. Nie zawsze znaj­do­wa­li­śmy zro­zu­mie­nie, rynek się zmie­niał, bar­dzo roz­wi­ja­li­śmy też wyjaz­dy na czem­pio­na­ty, aby rekla­mo­wać nasze konie, finan­su­jąc te wyjaz­dy wyłącz­nie z kasy stad­ni­ny. Z cza­sem sta­ło się jasne, że obiet­ni­ce o nakła­dach na pro­mo­cje i rekla­mę pozo­sta­ją w sfe­rze marzeń. Organizatorem impre­zy do 2015 r. była fir­ma Polturf, któ­ra zosta­ła wyło­nio­na w dro­dze prze­tar­gu. Pomni nie naj­lep­szej współ­pra­cy z poprzed­nią fir­mą, zawar­li­śmy w warun­kach prze­tar­gu zastrze­że­nie, że pod­sta­wą roz­li­cze­nia jest mar­ża 10% od sprze­da­ne­go konia. Określono rów­nież pre­cy­zyj­nie, jakie warun­ki orga­ni­za­cyj­no-tech­nicz­ne, a tak­że pre­sti­żo­we musi speł­niać impre­za, cho­dzi­ło o takie szcze­gó­ły, jak: jakość kate­rin­gu, ogło­sze­nia pra­so­we, kata­lo­gi, zdję­cia, fil­my, itd. Przerzucono też kosz­ty orga­ni­za­cji na orga­ni­za­to­ra impre­zy i pozy­ska­nych przez nie­go spon­so­rów. I było to naj­lep­sze roz­wią­za­nie dla stad­nin.

Marek Trela: Trzech orga­ni­za­to­rów sym­bo­li­zu­je trzy sys­te­my eko­no­micz­ne i każ­dy z nich przy­no­sił doświad­cze­nia, z któ­rych czer­pa­li kolej­ni. Zaczęło się wszyst­ko od pań­stwo­wej Agencji Handlu Zagranicznego Animex, któ­ra pokry­wa­ła całe kosz­ty orga­ni­za­cyj­ne i zaj­mo­wa­ła się bez­po­śred­nią orga­ni­za­cją impre­zy - od zapro­sze­nia gości, ich obsłu­gi i trans­por­tu, przez przy­go­to­wa­nie deko­ra­cji, prze­pro­wa­dze­nie licy­ta­cji, aż po wysył­kę sprze­da­nych koni. Stadniny nie pono­si­ły kosz­tów, jed­nak odpro­wa­dza­ły nie­wiel­ką mar­żę, otrzy­mu­jąc za konie zapła­tę w zło­tów­kach, po zasto­so­wa­niu ofi­cjal­ne­go prze­licz­ni­ka dola­ro­we­go, czy­li np. 30 zł zamiast ryn­ko­we­go, albo - jak się wów­czas mówi­ło - czar­no­ryn­ko­we­go kur­su 140 zł za dola­ra.

Anna Stojanowska: Jak docho­dzi­ło do zmian tych orga­ni­za­to­rów? Co było przy­czy­ną poszu­ki­wa­nia nowych orga­ni­za­to­rów czem­pio­na­tu i aukcji? W jakim try­bie się to odby­wa­ło?

Jerzy Białobok: Do zmian orga­ni­za­to­rów docho­dzi­ło, gdy zaprze­sta­li dzia­łal­no­ści poprzed­ni­cy, jak to było choć­by w przy­pad­ku Animexu, lub koniecz­no­ścią sta­ło się szu­ka­nie nowych roz­wią­zań. W Polish Prestige skoń­czył się pomysł na nowe otwar­cie, zbyt tkwi­li w filo­zo­fii wynie­sio­nej z wie­lu lat spę­dzo­nych w Animexie. Nie inte­re­so­wa­li się nową sytu­acją na ryn­ku koni arab­skich, nie jeź­dzi­li na poka­zy. Radykalnie zmie­nił się rynek odbior­ców, Amerykanie wyco­fa­li się zupeł­nie, poja­wi­li się kup­cy z kra­jów Bliskiego Wschodu, bar­dzo wzro­sła też licz­ba poka­zów na Bliskim Wschodzie, a wraz z począt­kiem XXI wie­ku ceny uzy­ski­wa­ne za konie na aukcji janow­skiej poszy­bo­wa­ły znacz­nie w górę.

Marek Trela: Czas prze­mian w Polsce spo­wo­do­wał pry­wa­ty­za­cję Animexu i brak zain­te­re­so­wa­nia jego nowych wła­ści­cie­li finan­so­wa­niem janow­skiej impre­zy. Po dłu­go­trwa­łych i burz­li­wych per­trak­ta­cjach orga­ni­za­cję swo­jej sztan­da­ro­wej impre­zy stad­ni­ny powie­rzy­ły spół­ce Polish Prestige, świe­żo zało­żo­nej przez byłych pra­cow­ni­ków Animexu. Była to spół­ka pry­wat­na, a kosz­ty i przy­cho­dy z impre­zy roz­li­cza­ne były według dosyć skom­pli­ko­wa­nej for­mu­ły. Marża usta­la­na była po odli­cze­niu kosz­tów orga­ni­za­to­ra, któ­ry miał spo­rą dowol­ność w ich pre­zen­ta­cji. Dużą nie­do­god­no­ścią dla janow­skiej stad­ni­ny była koniecz­ność utrzy­my­wa­nia spo­rej eki­py pra­cow­ni­ków w zasa­dzie jedy­nie dla potrzeb tej impre­zy. Trudności w roz­li­cze­niach i spe­cy­ficz­ne podej­ście spół­ki Polish Prestige do defi­ni­cji „pośred­nic­twa” przy trans­ak­cjach poza­auk­cyj­nych oraz nie­za­do­wa­la­ją­cy stad­ni­ny udział w dzia­łal­no­ści pro­mo­cyj­nej, spo­wo­do­wa­ły koniecz­ność prze­tar­go­we­go wyło­nie­nia orga­ni­za­to­ra impre­zy, któ­ry speł­ni dość wyma­ga­ją­ce warun­ki, doty­czą­ce orga­ni­za­cji i roz­li­czeń finan­so­wych. Warunkiem było pokry­cie przez orga­ni­za­to­ra wszel­kich kosz­tów impre­zy, a roz­li­cze­nie - po jej zakoń­cze­niu, wyłącz­nie usta­lo­ną w prze­tar­gu mar­żą. Wypowiedzenie umo­wy mogło nastą­pić przez każ­dą ze stron w okre­ślo­nym cza­sie po zakoń­cze­niu impre­zy. Zasady pro­ste i zdro­we, prze­wi­dy­wa­ły wspól­ne ryzy­ko w razie nie­po­wo­dze­nia impre­zy. Przetarg wygra­ła spół­ka Polturf i orga­ni­zo­wa­ła Dni Konia Arabskiego w Janowie Podlaskim aż do rekor­do­wej aukcji Pride of Poland w 2015 roku. Każdy z wymie­nio­nych sys­te­mów orga­ni­za­cji janow­skiej aukcji korzy­stał z doświad­czeń poprzed­ni­ków i dopie­ro od 2016 r. uzna­no, że nale­ży wpro­wa­dzić zmia­ny, któ­rych efek­ty mamy wąt­pli­wą przy­jem­ność wła­śnie obser­wo­wać.

Anna Stojanowska: Jaki okres w ostat­nim 40-leciu uwa­ża­cie za naj­trud­niej­szy w hodow­li koni czy­stej krwi arab­skiej? Kiedy i czy moż­na było mówić o kry­zy­sie albo sytu­acji kry­zy­so­wej?

Jerzy Białobok: Takich spe­cjal­nie trud­nych okre­sów w Michałowie nie pamię­tam. Wejście w okre­sy trans­for­ma­cji stad­ni­na prze­cho­dzi­ła bar­dzo łagod­nie, bo w sta­rym powie­dze­niu, że „boga­te­mu zawsze łatwiej”, jest tro­chę praw­dy. Zaskakują mnie pew­ne wypo­wie­dzi w ostat­nich cza­sach - o tym, jak to nie­złom­ni wal­czy­li, by nie spry­wa­ty­zo­wać stad­nin arab­skich. Mnie się to wyda­je mało real­ne, ponie­waż Stadnina Michałów nigdy nie otrzy­ma­ła takich sygna­łów ze stro­ny Agencji Nieruchomości Rolnych. Z pew­no­ścią bar­dzo trud­ne były lata 1992-97. Był to czas trans­for­ma­cji stad­nin z przed­się­biorstw pań­stwo­wych w spół­ki pra­wa han­dlo­we­go i bru­tal­ne zetknię­cie się z realia­mi pro­wa­dze­nia stad­ni­ny w nowych warun­kach eko­no­micz­nych. Ale były to też nor­mal­ne kło­po­ty zwią­za­ne z zaj­mo­wa­nym sta­no­wi­skiem, któ­re moż­na było roz­wią­zy­wać, a im trud­niej, tym więk­sza satys­fak­cja z osią­gnię­te­go celu.

Marek Trela: Najtrudniejszy dla całej hodow­li okres to chy­ba lata dzie­więć­dzie­sią­te, kie­dy rynek ame­ry­kań­ski wła­ści­wie prze­stał ist­nieć, a inne ryn­ki jesz­cze się nie wykształ­ci­ły w stop­niu mogą­cym go zastą­pić. Był to cięż­ki czas dla Janowa, bory­ka­ją­ce­go się z nie­do­bo­rem mło­dych war­to­ścio­wych kla­czy, zmu­szo­ne­go do sprze­da­ży dobrych koni, aby utrzy­mać się na ryn­ku, jed­no­cze­śnie pró­bu­jąc odmło­dzić sta­do matek. Konieczne sta­ło się prze­pro­wa­dze­nie w stad­ni­nie nie­zbęd­nych zmian struk­tu­ral­nych, umoż­li­wia­ją­cych egzy­sten­cję w nowych warun­kach eko­no­micz­nych. Trudny okres zmia­ny orga­ni­za­to­ra aukcji, z dłu­go­trwa­ły­mi i bar­dzo trud­ny­mi nego­cja­cja­mi wszyst­kich zain­te­re­so­wa­nych stron, powo­do­wał nie­pew­ność kon­ty­nu­acji sztan­da­ro­wej dla hodow­li koni arab­skiej w Polsce impre­zy. Był to okres wie­lu nie­prze­spa­nych nocy i wyda­je się, że póź­niej było już coraz łatwiej. Konie zaczę­ły wygry­wać, prze­pro­wa­dzo­ne inwe­sty­cje umoż­li­wi­ły spraw­niej­sze gospo­da­ro­wa­nie, hala wraz z jej oto­cze­niem zabez­pie­czy­ła impre­zy przed nie­spo­dzian­ka­mi pogo­do­wy­mi, jed­nym sło­wem - było coraz lepiej.

Anna Stojanowska: Co kie­ro­wa­ło pana­mi w wybo­rach „dro­gi hodow­la­nej”? Jakie były moty­wy wybo­ru tych a nie innych obcych ogie­rów, wpro­wa­dza­nych do pol­skiej hodow­li?

Jerzy Białobok: Droga hodow­la­na dla Stadniny Michałów zosta­ła okre­ślo­na wie­le lat temu przez dyrek­to­ra Ignacego Jaworowskiego i ludzi, któ­rzy z nim pra­co­wa­li lub współ­pra­co­wa­li w ponad 60-let­niej histo­rii stad­ni­ny. Na prze­strze­ni lat wytwo­rzo­no typ micha­łow­skie­go ara­ba, zwłasz­cza kla­czy: rosłej, w dużych ramach, z ład­ną, dłu­gą szy­ją, bar­dzo dobrze się rusza­ją­cej, ze szla­chet­ną gło­wą, głów­nie maści siwej lub gnia­dej. Ideą prze­wod­nią filo­zo­fii micha­łow­skiej było dąże­nie do hodo­wa­nia koni typo­wych i uro­dzi­wych, w nowo­cze­snym typie, któ­ry zmie­niał się w zależ­no­ści od zapo­trze­bo­wa­nia ryn­ku i dostęp­no­ści ogie­rów moż­li­wych do wyko­rzy­sta­nia i dopa­so­wa­nych do dane­go sta­da. Zawsze z dużą pie­czo­ło­wi­to­ścią przy­glą­da­no się i pod­da­wa­no oce­nie poten­cjal­ne repro­duk­to­ry. Z moich doświad­czeń wyni­ka, że każ­dy wybra­ny do hodow­li ogier ma swój czas. Dla mnie zawsze było waż­ne pierw­sze wra­że­nie, cha­ry­zma, jakość tkan­ki. Do takich ogie­rów, jak: Monogramm, Gazal Al Shaqab, QR Marc, Laheeb byłem prze­ko­na­ny od począt­ku i one w rezul­ta­cie nie zawio­dły w hodow­li. W pod­su­mo­wa­niu osta­tecz­nej war­to­ści każ­de­go zna­czą­ce­go ogie­ra istot­ne jest, czy wśród potom­stwa było parę wybit­nych jed­no­stek do dal­szej hodow­li.

Marek Trela: Hodowla opie­ra się na rozum­nym korzy­sta­niu z doświad­czeń innych i kon­se­kwent­nej kon­ty­nu­acji jakiejś obra­nej dro­gi. Dla pol­skiej hodow­li wzo­ry wyzna­cza­li hodow­cy stad­nin kre­so­wych, gdzie hodo­wa­no konie i dziel­ne, i uro­dzi­we. Prastarą recep­tu­rą było selek­cjo­no­wa­nie sta­da kla­czy i korzy­sta­nie z dopły­wu świe­żej krwi ze Wschodu. Podobnie czy­ni­li Beduini w ojczyź­nie koni arab­skich, dobie­ra­jąc part­ne­rów dla swych kla­czy. Dla nich „ród” (stra­in) ozna­czał naszą współ­cze­sną rodzi­nę żeń­ską i doty­czył zarów­no kla­czy, jak i ogie­rów. Dlatego nie dzi­wi rodo­wód poda­ro­wa­ne­go Janowowi przez następ­cę tro­nu Bahrajnu ogie­ra Kuhailana Afasa Maidana, gdzie poza mat­ką i jej pro­to­plast­ka­mi nie znaj­dzie­my inne­go konia z rodu Kuhailan Afas. Trudno powie­dzieć, czy jest to spe­cy­fi­ka nasze­go poło­że­nia geo­gra­ficz­ne­go, czy są inne przy­czy­ny, być może podob­ne dotych warun­ku­ją­cych hodow­lę pustyn­ną, lecz w Polsce nie­zmier­nie trud­no jest kon­ty­nu­ować rody męskie, nato­miast rodzi­ny żeń­skie mają się dosko­na­le. Przykładem może być rodzi­na kla­czy peł­nej krwi Cypressa, jed­nej z zało­ży­cie­lek stad­ni­ny janow­skiej, któ­ra po 200 latach trwa­nia w dal­szym cią­gu repre­zen­to­wa­na jest przez już 23. poko­le­nie dosko­na­łej jako­ści kla­czy. Jeżeli ktoś zechciał­by się przyj­rzeć rodo­wo­dom pol­skich koni arab­skich, z pew­no­ścią zauwa­ży sto­sun­ko­wo krót­ki żywot rodów męskich. Polscy hodow­cy przez wie­ki pono­si­li nie­jed­no­krot­nie ogrom­ne wydat­ki, żeby zaopa­trzyć swo­je stad­ni­ny w nowe ogie­ry. Oczywiście ogie­rom uży­wa­nym do hodow­li sta­wia­no bar­dzo wyso­kie wyma­ga­nia, lecz praw­dą jest też, że nigdy nie trzy­ma­no się zbyt kur­czo­wo rodów i nie sta­ra­no się za wszel­ką cenę tych rodów kon­ty­nu­ować, nawet kosz­tem jako­ści. Stadniny pań­stwo­we w Polsce, w okre­sie powo­jen­nym dys­po­nu­ją­ce więk­szo­ścią bar­dzo nie­licz­ne­go pogło­wia koni arab­skich, sta­ra­ły się zacho­wy­wać zmien­ność gene­tycz­ną, utrzy­my­wać wszyst­kie posia­da­ne rody i wpro­wa­dzać, w mia­rę skrom­nych moż­li­wo­ści, świe­żą krew. Odcięta od świa­ta hodow­la­ne­go Polska korzy­sta­ła z każ­dej nada­rza­ją­cej się oka­zji, aże­by wzbo­ga­cić swo­ją pulę genów. Wzorem Stanisława Pohoskiego, wysy­ła­ją­ce­go kla­cze do Kuhailana Haifi, pano­wie Krzyształowicz i Jaworowski uży­li Negatiwa i Nabora, następ­nie - bar­dzo kry­ty­ko­wa­ne­go przez kapła­nów Pure Polish - Palasa, Magnita i Namieta, spro­wa­dzo­no klacz Parmę, Tiwiriadę i Newę. Nie może zatem dzi­wić zain­te­re­so­wa­nie ich następ­ców wpro­wa­dze­niem ogie­rów ofe­ru­ją­cych dopływ świe­żej krwi i popra­wę uro­dy potom­stwa. Dziś ina­czej patrzy się na kwe­stię uży­cia ogie­ra Gazal Al Shaqab i jego potom­stwa, gdyż zdo­mi­no­wał on współ­cze­sną hodow­lę świa­to­wą. Należy jed­nak zauwa­żyć, że Gazal Al Shaqab tra­fił do Janowa jako świe­żo upie­czo­ny czem­pion świa­ta i ojciec mło­de­go, bo rocz­ne­go, ogier­ka Marwana Al Shaqab. Najstarsze potom­stwo Gazala uro­dzi­ło się w Janowie i mie­li­śmy szczę­ście, że uda­ło się tra­fić na repro­duk­to­ra tak wspa­nia­łe­go. Podobna sytu­acja mia­ła miej­sce, kie­dy do Janowa tra­fił Kahil Al Shaqab. Znów naj­star­sze potom­stwo tego ogie­ra uro­dzi­ło się w Janowie. To, że tak wie­le koni na świe­cie pocho­dzi z rodu Gazala, jest dowo­dem na siłę tego rodu i poka­zu­je, że wybo­ry pol­skich hodow­ców nie były chy­bio­ne. Podobna sytu­acja doty­czy­ła QR Marca, Edena C, i paru innych ogie­rów. Tym, któ­rzy narze­ka­ją na powszech­ność rodu Saklawi I, pro­po­nu­ję porów­nać rodo­wo­dy ogie­rów z tego rodu i oka­że się, że róż­nią się od sie­bie o wie­le bar­dziej, niż nie­któ­rych przed­sta­wi­cie­li róż­nych rodów. Oczywiście nie ozna­cza to, że nale­ży zre­zy­gno­wać z prób kon­ty­nu­acji wszyst­kich obec­nych w Polsce rodów męskich. Praca nad nimi powin­na być prio­ry­te­tem, zwłasz­cza dla stad­nin pań­stwo­wych. Jednak jestem prze­ko­na­ny, że kur­czo­we trzy­ma­nie się rodo­wo­dów i pró­by utrzy­ma­nia za wszel­ką cenę rodów męskich bez wpro­wa­dza­nia świe­żej krwi, dopro­wa­dzi do efek­tów obser­wo­wa­nych w wie­lu reno­mo­wa­nych stad­ni­nach, gdzie nastą­pił regres w hodow­li, a nawet ich upa­dek.

Anna Stojanowska: Jakie było i jakie jest dziś, panów zda­niem, miej­sce pol­skiej hodow­li na mapie hodow­la­nej świa­ta?

Jerzy Białobok: Miejsce pol­skiej hodow­li koni arab­skich na mapie Europy i świa­ta zawsze było bar­dzo istot­ne. Pracowało na nie zresz­tą wie­le poko­leń hodow­ców i kil­ka­na­ście poko­leń koni. Obecnie nasza pozy­cja tro­chę się zmie­ni­ła. Nie ma co ukry­wać - na wła­sne życze­nie. Wpływ mia­ły na to szcze­gól­nie dwie ostat­nie, nie­uda­ne aukcje, idą­ca w ślad za tym utra­ta zaufa­nia klien­tów, sła­be wyni­ki na poka­zach w Europie, nie­po­waż­ne trak­to­wa­nie poten­cjal­nych kup­ców, odda­nie ryn­ku sprze­da­ży i dzier­ża­wy w ręce pośred­ni­ków, ubez­wła­sno­wol­nie­nie stad­nin, przy rów­no­le­głym bra­ku zdol­no­ści do podej­mo­wa­nia decy­zji i odpo­wie­dzial­no­ści za nie.

Marek Trela: Świat nie oce­nia koni według ich rodo­wo­dów, miej­sca uro­dze­nia, czy nazwi­ska hodow­cy. Jeżeli chce się ist­nieć na świe­cie, nale­ży udo­wod­nić swo­ją jakość w bez­po­śred­niej kon­fron­ta­cji z inny­mi koń­mi czy­stej krwi. Służą temu współ­cze­śnie wyści­gi i poka­zy hodow­la­ne. Polska hodow­la nigdy nie selek­cjo­no­wa­ła koni wyłącz­nie w kie­run­ku wyści­go­wym, trak­tu­jąc jed­nak tę pró­bę dziel­no­ści jako waż­ny ele­ment selek­cji, nie­zbęd­ny rów­nież dla pra­wi­dło­we­go roz­wo­ju orga­ni­zmów hodo­wa­nych w Polsce ara­bów. Pozostały nam zatem poka­zy hodow­la­ne, gdzie kon­ku­ren­cja była i jest bar­dzo sil­na i licz­na. Swoją pozy­cję nasza hodow­la zawdzię­cza wła­śnie suk­ce­som na poka­zach i wier­ne­mu trzy­ma­niu się nie­pi­sa­nych zasad pol­skiej tra­dy­cji hodow­la­nej. Cały świat podzi­wiał nasz sys­tem selek­cji, współ­pra­cę stad­nin pań­stwo­wych przy udzia­le mądrych i facho­wych inspek­to­rów, wspól­ną poli­ty­kę dobo­ru i uży­cia ogie­rów wła­snych oraz obcych, wspól­ną oce­nę potom­stwa uży­wa­nych w stad­ni­nach ogie­rów, doko­ny­wa­ną w cza­sie prze­glą­dów hodow­la­nych, w któ­rych uczest­ni­czy­li rów­nież hodow­cy pry­wat­ni. Wszystko to, wraz ze wspól­nym two­rze­niem ofer­ty aukcyj­nej i wspól­ną orga­ni­za­cją Dni Konia Arabskiego, budo­wa­ło jed­ność stad­nin, wia­ry­god­ność i pre­stiż całej pol­skiej hodow­li. Stadniny rywa­li­zo­wa­ły na rin­gach czem­pio­na­to­wych, lecz dla świa­ta sta­no­wi­ły jed­ność, co dawa­ło siłę i argu­men­ty w nego­cja­cjach han­dlo­wych lub dzier­żaw­nych. Wydarzenia ostat­nich dwóch lat nie­ste­ty zachwia­ły poważ­nie pozy­cją pol­skiej hodow­li. Budowana przez dzie­się­cio­le­cia wia­ry­god­ność pol­skich stad­nin legła w gru­zach po skan­da­licz­nej licy­ta­cji w cza­sie aukcji w 2016 roku, co jesz­cze pogłę­bi­ły nie­udol­ne pró­by pod­trzy­my­wa­nia licy­ta­cji przez wciąż tych samych licy­tu­ją­cych, wyraź­nie pró­bu­ją­cych pomóc aukcjo­ne­ro­wi w roku 2017. Smutny ten widok ode­brał nie­ste­ty argu­men­ty wszyst­kim, któ­rzy sta­ra­li­by się prze­ko­ny­wać przy­szłych klien­tów o wyjąt­ko­wej war­to­ści pol­skich koni arab­skich. Tym, któ­rzy uwa­ża­ją, że nale­ży wszyst­ko zrów­nać z zie­mią, żeby póź­niej zbu­do­wać nowy, wspa­nia­ły sys­tem hodow­la­ny, jak widać ten pierw­szy etap udał się nad wyraz. Wątpię jed­nak, czy na budo­wę od pod­staw wystar­czy im cza­su, bo poza pro­fe­sjo­na­li­zmem potrze­ba jesz­cze kil­ku­dzie­się­ciu lat, a tyle cza­su chy­ba nie będą mie­li. Po zakoń­cze­niu naszej, jak zawsze dla mnie inspi­ru­ją­cej roz­mo­wy, dłu­go zasta­na­wia­łam się nad pod­su­mo­wa­niem, zakoń­cze­niem, swo­istym „resu­me”. Jednak, jak zwy­kle, kie­dy słu­cha się ludzi nie tyl­ko mają­cych coś do powie­dze­nia, ale też wie­dzą­cych, o czym mówią, wszel­ki komen­tarz jest zby­tecz­ny.

Zdjęcie: Karol Rzeczycki

Więcej w Hodowla

Na górę